DZIENNIK POKŁADOWY

OSTATNIE JAJO

2 listopada 2017 | Dziennik nie-polityczny

Jestem zamieszkały przy drodze polnej. Czy tu, czy w Arizonie – w obu przypadkach mam adres przy polnej drodze i skrzynkę na listy nie przy domu, lecz przy najbliższych rozstajach, gdzie moja droga dochodzi do drogi publicznej.
Nawet w Warszawie, gdy otwierałem tam firmę (dawno temu), to też było przy drodze polnej, a dziury w niej zasypywaliśmy żużlem z pieca. Niby Warszawa, lecz asfalt położyli dopiero po dziesięciu latach i wówczas to miejsce straciło urok wsi. I jeszcze wtedy miałem tam szambo i znajomego szambiarza, który jeździł tylko do mnie – 20 kilometrów w jedną stronę i żadnych innych klientów po drodze.

Potem spruli nowy asfalt by położyć kanalizację. Straciłem szambo, ale rozpruta droga znów zamieniła się w polną – na rok czy dwa miejsce odzyskało urok wsi.

***

Co to niby za urok mieszkać przy polnej, spytacie?
Otóż człowiek żyje tam wolniej i dwa razy się zastanowi zanim pojedzie po zakupy. Przy polnej planujesz pilniej każdy wyjazd, każdy pobyt w mieście. Planujesz pilniej i tracisz mniej czasu na ciągłe wyskoki “ach, bo jeszcze zapomniałem kupić…”.
Przy polnej drodze łatwiej machnąć ręką na drobne niedoskonałości w rodzaju: herbata bez cukru, ziemniaki bez soli. Adres przy polnej, lub dom bez adresu – obie te rzeczy uczą dystansu do świata, gdzie wszystko jest, więc wszystko być musi, a gdy zabrakło, to koniecznie trzeba uzupełnić i to natychmiast. Przy polnej nie trzeba i nie natychmiast. Przy polnej, gdy czegoś nie masz, wówczas żyjesz sobie bez tego, czego nie masz. I nie cierpisz, że nie masz, że zabrakło, że się wyjadło i skończyło.

***

Dziś zabrakło jajek na śniadanie. Zapomniałem, że dwa dni temu oddałem moje kury na zimowe przechowanie do sąsiada. Poszedłem do kurnika, sięgam ręką przez klapę w tylnej ścianie, macam gniazda, a tu wszystkie puste. Ach… przecież nie ma już kur. Dostały obrączki i mieszkają sobie z kurami sąsiada. Ach.. nie ma kur i nie ma jaj. Znalazłem jedno. I miałem śniadanie na końcu polnej drogi, na które podałem sobie Ostatnie Jajo Sezonu. Osadziłem je w kryształowym pucharze – jajo jak król na tronie. I zjadłem ze smakiem zagryzając ostatnią tegoroczną kiścią natki.
Czułem się jak król, miałem widok jak król i ciszę jak król, i koleiny w mojej drodze takie, jakby po niej przejechały królewskie karoce wypełnione złotem.

***

Po śniadaniu pojechałem na Mszę. Mszy też zabrakło. Idę na plebanię i pytam o Mszę, a Proboszcz mówi, że była o innej porze, bo od listopada przecież nowy rozkład.
Ach, rzeczywiście…
– Przyjedź na wieczorną.
– Przyjadę.
– A teraz zjedz kaszy, bo właśnie i my jemy.
I zjadłem gorącej kaszy z pańską omastą. I znowu czułem się jak król, bo nasi królowie nie znali ziemniaków – w Polszcze jadało się kasze.

***

A po wieczornej Mszy wyciągnę jeszcze ostatni antałek miodu i wypiję z moim Ojcem wznosząc toasty, za dusze zmarłych przodków. Ojciec wprawdzie w niebie, ale to nie przeszkadza posiedzieć z Nim tu, na końcu drogi polnej, którą lubił, posiedzieć tu, gdy On siedzi tam – na końcu złotej drogi w niebie.

***

Siedzimy. Popijamy miód. Patrzę mu w oczy. Fotografia wyblakła, ale oczy wciąż rześkie, niebieskie.
– Jesteś ze mnie dumny, czy zatroskany?
– …
– A to się cieszę, bo jedno i drugie jest znakiem miłości.
– …



Strona www.cejrowski.com jest strefą wolną od tzw. “hejtu”, słownych przepychanek itd. Dlatego nie ma tu typowych komentarzy (co zaoszczędza też czas, który można spędzić dużo lepiej 🙂 ) Jeżeli chcą Państwo coś napisać odnośnie powyższego wpisu, proszę wypełnić poniższy formularz. Jeżeli będzie to konstruktywna uwaga, zostanie przeczytana, ale nie pojawi się na stronie.

Komentarz dotyczący wpisu: OSTATNIE JAJO

3 + 15 =

POZOSTAŁE WPISY

BAŁTROCZYK

Bałtroczyk – największy z polskich artystów wykonujących stand up. Nie znam Go osobiście; nigdy nie spotkałem. Podziwiam z daleka. Donoszą mi (jego znajomi), że mnie nie cierpi za poglądy. W porządku. Niech sobie nie cierpi. Ja nadal mam prawo uważać, że jest najlepszy.

INOWROCŁAW 2

Szanowni Państwo ze WSZYSTKICH OPCJI, Mnie jest kompletnie obojętne, kto kandyduje w Inowrocławiu. Jestem libertarianin i nie mam swojej partii – uważam, że Bóg stworzył nas do wolności osobistej. Oba słowa równie ważne: WOLNOŚĆ+OSOBISTA.

…Z OTWIERACZEM

Dostałem kosz kwiatów ze wsadem (przedwczoraj po występie w Bydgoszczy). Wsad stanowiło kilka flaszek, we flaszkach podpiwek a do tego… OTWIERACZ do kapsli (bo butelki kapslowane).

POLONIA W CORK (IRLANDIA)

Też jestem emigrant i też mieszkam na dwa kraje, i też musiałem się kiedyś uczyć angielskiego w drodze, i też wyjeżdżałem kiedyś za morze bez forsy, żeby zaczynać od zera. Kiedy więc piszę, że Was podziwiam (…) to naprawdę wiem, co mówię.

EKONOMIA

Ekonomia to nie jest coś, co wymaga studiów wyższych. Faceci bez studiów tworzą karuzele VAT i ogrywają rządowych profesorów ekonomii.

GALWAY

Po występie w Galway poszliśmy do pubu. Sobota, muzyka na żywo. Dwa irlandzkie chłopaki grały głównie country. Pani Halina pobrała od nich wizytówki z zamiarem zaproszenia ich na jubileuszowy piknik do Wisły w przyszłym roku. Siedzieliśmy prawie do drugiej w nocy.

GNIAZDO

Turyści w hotelu, spłoszeni, szukają przejściówki, bo gniazdka w Irlandii są na trzy bolce. Facet w recepcji rozkłada rączki. Turyści załamują rączki. Ja rączkę podnoszę… – Pomogę Państwu.

DUBLIN WCZORAJ

Powalający. Ludzie bawili się świetnie i ja podobnie. Dla mnie wielka przyjemność. I duże wydarzenie kulturalne dla Polaków w Irlandii. Uważam, że na kolejny występ należy nam się porządny teatr w Dublinie…

W DRODZE DO… SŁUPSKA

Trallalla.. jakże ja lubię jechać do Słupska! Pisałem już kiedyś, że tam Publika zawsze rącza. Dwa lata temu myślałem, że to od wina, które podawali w kuluarach przed występem.

PRZESYŁKA W DYSKRETNEJ KOPERCIE

Piszą mi, że na stronach sprzedających moje bilety na Zieloną Górę dużo hejtu. Taki świat – nie słuchają co mówisz, jestem dla nich czarny jak murzyn, bo chodzę do kościoła, więc hejtują murzyna cuchnącego kruchtą.

W DRODZE DO PIŁY

Z Pomorza jestem, czyli świrnięty jeśli chodzi o porządek. Gdy byłem mały, na mojej wiosce myło się asfalt przed niedzielą – ciotka nam wydawała szruber i szlauch, i szrubrowalimy (szorowaliśmy za pomocą szczotki ryżowej) asfalt przed posesją do połowy szerokości jezdni. W sobotę po połedniu…

CHOCEŃ

Zaskoczyli mnie. Wioska. Może trochę większa od mojej, ale wioska, normalna wioska. Normalna – widzieli Państwo wczoraj u Rachonia tych gości pod sklepem, co to wyglądali jak aktorzy serialu “Ranczo” – najnormalniejsza wioska, a w tej wiosce ludzie na mój występ przychodzili z moimi książkami po których było widać, że były czytane wiele razy przez wile kolejnych osób.