Spontaniczny wypad do peruwiańskiej dżungli

utworzone przez | 14 cze 2021 | Dziennik pokładowy, Dziennik rozrywkowy, Opowieści z rancza i z folwarku, Sklep Kolonialny | 0 komentarzy

Do Peru jechaliśmy nakręcić dziewięć odcinków w trzy tygodnie – tempo doskonałe. Znałem teren, wiedziałem czego chcę, a niektóre scenki miałem zaplanowane na długo przed wyjazdem, bo… znałem teren i ludzi, wiedziałem, gdzie będzie ładne słońce rano, a gdzie balanga o zachodzie.

Mieliśmy nakręcić odcinków dziewięć w trzy tygodnie, ale robiliśmy radykalnie szybciej – została kupa czasu. I co dalej? Będziemy łazić po knajpach w Cuzco, czy jak?
– Chłopaki, jedziemy do dżungli! – zarządziłem.
– Tu nie ma dżungli.
– Jest! W Puerto Maldonado i tam pojedziemy!
– Ale to kawał drogi. Pod granicą z Boliwią – powiedział Makos.
(Makos to przyjaciel, od wielu lat kierownik moich produkcji telewizyjnych, montuje odcinki, pisze ze mną scenariusze i organizuje wyjazdy = Kierownik Ekipy.)
– Maldonado jest daleko, ale mamy czas. Nakręciliśmy wszystko, a teraz… Jedziemy do dżungli i nakręcimy jeszcze więcej. Zobaczycie.
– A co tam jest w tym Maldonado?
– Nic.
– To co będziemy kręcić?
– Wszystko!!! Wielkie ryby z rzeki Rio Madre de Dios, kakao, które rośnie dziko. A poza tym Krzysiek nie widział dżungli.

(Krzysztof Praszkiewicz, przyjaciel, zaczynaliśmy razem w radiu Kolor, od dźwięku, teraz montuje też obraz, wszystkie moje filmy, a do Peru pojechał nagrać mi porządny dźwięk po tym, jak narzekał na jakość roboty poprzednich dźwiękowców w ekipie.)

– Ja się do dżungli nie pcham – powiedział Krzysiek. – Mnie już to górzyste Peru zadowala. Jestem zachwycony. Jestem pierwszy raz za oceanem. Jest OK bez żadnej dżungli.
– Od trzydziestu lat słuchasz moich opowieści o dżungli, montujesz filmy z dżungli, czytasz moje książki, to musisz raz zobaczyć dżunglę na żywo, żebyś potem wiedział co i jak. Jedziemy! Najwyżej nic nie nakręcimy. No bo co? Mamy tu siedzieć w Cuzco? Już tu wszystko widzieliśmy. A wracać wcześniej do Polski nie mam zamiaru i wam się też nie opłaca, bo stracicie wasze filmowe dniówki.

Pojechaliśmy. Krzysiek pomacał dżunglę. Był moją inspiracją do odcinka „Nie chcecie tam być”. Nagraliśmy też odcinek o kakao i czekoladzie oraz mój ulubiony: „Peru od tyłu”.

***

W drodze powrotnej do Cuzco operator kamery, który jest w ekipie nowy, ale wpasował się od razu i jest SUPER za kamerą, oraz SUPER poza kamerą – doskonały kompan – no więc operator Bassel w drodze powrotnej mówi tak:
– W Puerto Maldonado oraz po drodze miało nie być NIC. Szef nakłamał.
– Nie nakłamałem. Kiedy tam byłem poprzednio, nie było nic.
– A kiedy Szef tam był poprzednio?
– A… z piętnaście lat temu, gdy płynąłem z Boliwii kauczukowym szlakiem Fitzgaraldo.
– No, ale nakręciliśmy kilka ciekawych filmów, więc co to za NIC?
– To taka moja specjalizacja. Jadę celowo w miejsca, gdzie nie ma nic. I przywożę COŚ. Całą masę czegoś. To kwestia optyki: większość ludzi w dżungli widzi liście, które wszystko zasłaniają. Ja patrzę pomiędzy liśćmi. Na to, co się kryje w głębi.
– I co?
– I czasami za tymi liśćmi rzeczywiście nic nie ma. Ale… czasami jest.
– Czyli jechaliśmy w ciemno?
– W zasadzie tak. Każda wyprawa do dżungli jest wyprawą w ciemno. Ryzyko zawodowca.
– Czyli mógł szef umoczyć, bo koszta były wyższe, niż gdybyśmy ten czas przesiedzieli w knajpach Cuzco.
– Niezupełnie. Mój plan minimum był taki, że wam fundnę porządną wycieczkę w nieznane. A przy okazji sam się przejadę. Naprawdę chciałem, żeby Krzysiek zobaczył dżunglę. I pan też. Bo… mam kolejne plany. I powiedzmy sobie uczciwie: gdybym wam zaproponował od razu wyjazd do dżungli na kilka tygodni, na jakieś Borneo, to byście się długo zastanawiali, czy dacie radę. A teraz? Wiecie, że dacie radę!
– Taki z szefa altruista?
– Niezupełnie. Jestem szefem wyrachowanym. Bo… teraz wy wiecie, że dacie radę, a gdybyście mi próbowali opowiadać, że nie dacie rady, to nie uwierzę, bo was sprawdziłem i ja też wiem, że dacie radę. Więc stawki za następny wyjazd do dżungli będą takie same, jak za obecny miły pobyt w Cuzco.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

DZIENNIK ROZRYWKOWY

OSTATNIE WPISY

CHRZEŚNIACY, JULEK I WYRYWANIE KARTEK

Dałem więc Chrześniakom do testowania dwie książki z serii JULEK, które mam w sklepie kolonialnym. Testy na dzieciach wypadły pozytywnie poza jednym – obaj Chrześniacy stwierdzili, że z tych książek trzeba wyrwać jedną kartkę…

INNA DROGA

Personel mi pisze że jest “Dzień chodzenia inną drogą”. Chyba zmyślają, żeby mnie zainspirować, czy co?
No ja lubię chodzić inną ścieżką niż szlak utarty. I mam tak od podstawówki, a może wcześniej…

PAJĄK

Dostałem foto z pola.Pakuję trzy walizy, bo zaraz lecę do PL.Jestem stęskniony jak cholera. Ucałuję tę moją ziemię i kłos na polu...

Książka “Król”

Dostałem tę książkę w prezencie pocztą; od Autorki i z osobistą dedykacją. Prawie rok temu.Byłem sceptyczny. Niby SF, czyli lubię, ale...

DZIENNIK POLITYCZNY

OSTATNIE WPISY

KONCERT na 250 OSÓB

Od 14 czerwca będą możliwe koncerty, z maskami na twarzach. Maksymalnie 250 osób. Jaka naukowa teoria za tym stoi? 250 osób na stadionie...

TURÓW

Turów. „Polubowne” załatwianie sprawy z Czechami. Przygotowanie wytycznych do podpisania Umowy – odszkodowanie w wys. ponad 200 mln...

Aborcja

Teraz, gdy Polska zapłaciła tak wiele za częściowe ograniczenie aborcji, prawdziwy mężczyzna powinien iść do pełnego zwycięstwa. Tymczasem Duda i spółka się wycofują.

ZAKOŃCZYĆ PLANDEMIĘ

Chciałbym tu być. I powinienem. Poprzednio byłem – protestować przeciwko PRZYMUSOWI szczepień. Kto chce, niech się szczepi, nikomu nie zabraniam. Ale niech mnie nikt nie zmusza bym zaszczepił siebie wbrew mojej woli.

TUŻ PO DEBACIE

To nie była debata, bo nikt z nikim nie miał szansy debatować. Czyli oszustwo w tytule. A debaty prawdziwe są ważne, bo pozwalają sprawdzić jak kandydat sobie poradzi, gdyby go Putin zaskoczył publicznie jakimś nieprzewidzianym pytaniem.

Pin It on Pinterest

Share This
Koszyk
Koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy
0