PODZIEMNE MIASTO

powieść w odcinkach

ODCINEK 9. ROZDZIAŁ 2

15 wrz 2021 | Seria z Mustangiem, Podziemne Miasto

POPRZEDNI ODCINEK:

ODCINEK 8: ROZDZIAŁ 2

***

Justyna była wyraźnie rozbawiona jego opowieścią, choć próbowała stwarzać pozory. Cały czas powtarzała, że „będzie dobrze”, że „na pewno nie jest tak źle” albo bardziej wprost, żeby „nie dramatyzował”. Mówiła tak przynajmniej do czasu, kiedy nie przekazał jej prośby dyrektora gimnazjum..

– Co konkretnie miał na myśli? – zdziwiła się.
Robert przycisnął telefon do ucha ramieniem i zaczął rozpakowywać drobne zakupy, które zrobił. Nieważne, jak romantycznie brzmiałoby stwierdzenie „mam mieszkanie na poddaszu”, to konkretne, w którym mieszkał od wczorajszego dnia, nie było niczym innym, jak malutką zagospodarowaną przestrzenią strychową. Ostatnim słowem, którego można by użyć do opisania go, było „romantyczne”. Największym pomieszczeniem był pokój, w którym znajdowała się stara szafka z kineskopowym telewizorem i cuchnąca kanapa. Po jej rozłożeniu nie starczało już miejsca na nic innego. Nawet na chodzenie. Człowiek po przebudzeniu mógł dosłownie postawić nogi na podłodze, wstać i znaleźć się od razu w mikroskopijnej kuchni.

– Łośku, mów do mnie! – głos siostry w słuchawce przewiercił mu ucho.
– Nie krzycz na mnie – odparł i wyciągnął z papierowej torby cztery bułki, konserwę turystyczną, dwie zupki błyskawiczne i dwie małe butelki wody niegazowanej. Położył je na rozkładanym stoliku i włączył stojący obok zlewu elektryczny czajnik.
– To wyjaśnij mi, o co ci chodzi! – naciskała.
– Chodzi mi o to, że ta cała praca w Legnicy to jakiś żart – powiedział, siadając na taborecie. Próbował być spokojny i jasno artykułować myśli. Justyna była niezwykle uparta, a jako starsza siostra miała jeszcze kilka innych cech, które bardzo utrudniały dyskusję. – I nie powtarzaj znowu, że dramatyzuję…
– Ale…
– Pyśka, nie przerywaj mi – skarcił ją. – No więc wszystko wydaje mi się cholernie karykaturalne. Od kiedy przyjechałem tu i trafiłem do Gimnazjum-Numer-Trzydzieści, zdążyłem się natknąć na nieprzyzwoicie atrakcyjną bibliotekarkę, dyrektora-skończoną ciapę, który poza sportem nie widzi świata, oraz starą nauczycielkę, która z jakichś niewyjaśnionych przyczyn mnie nie znosi. Dodaj do tego woźną Krysię i bandę naprawdę dziwnych dzieciaków. Mówię ci, czuję się, jakbym trafił do jakiegoś komiksu.

– Skąd ty to możesz wiedzieć? Nigdy nie czytałeś komiksów…
– Czytałem. Te z tą dziwną kaczką…
– Zlituj się nade mną – jęknęła.

Przez chwilę w telefonie było słychać tylko szum.
– A nie wydaje ci się po prostu, że w ciągu ostatnich kilku lat za dużo czasu spędziłeś wśród skamielin i zabytków? – zapytała w końcu.
– Że co?
– Zastanów się przez moment. Dramatyzujesz. Świat wydaje ci się karykaturalny, ale tak naprawdę to ty masz z tym światem niewiele wspólnego. Jesteś moim małym dzikusem. Nie wiesz za bardzo, jak obcować z ludźmi… Pogódź się z tym. Przez chwilę będziesz nauczycielem. Dobrze ci to zrobi.
– Mam się na siłę socjalizować?

Justyna westchnęła.
– Nie na siłę, tylko po prostu. To była jedyna praca, jaką mogłam ci załatwić natychmiast. Jedyna, którą możesz wykonywać i nie wpaść w kolejne kłopoty.
– Jak w Egipcie?
– Człowieku, za to, co tam nawywijałeś, chcieli dokonać na tobie egzekucji! – krzyknęła. – Cudem cię ściągnęliśmy do kraju. Jesteś jedyną rodziną, którą mam. Chcę, żebyś się trochę uspokoił! Kocham cię i nie chcę cię stracić, rozumiesz? Twój sposób życia, ciągłe podróżowanie i szlajanie się po wykopaliskach na jakiś czas musi zejść na dalszy plan.

Robert uderzył się telefonem kilka razy w czoło, a później niechętnie znowu przyłożył go do ucha.
– Poczekaj woda mi się zagotowała – powiedział i nie czekając na odpowiedź, odłożył komórkę na blat. Rozpakował jedną zupkę błyskawiczną, wrzucił zawartość do brązowej miseczki z uchem i zalał ją wrzątkiem. Patrzył przez chwilę na pływający, suchy makaron i w końcu podniósł komórkę.
– Co jadłaś na obiad?
– Nie zmieniaj tematu! – fuknęła na niego. – Rozmawiajmy jak dorośli ludzie.
– Skoro chcesz rozmawiać jak dorosły człowiek, to będziesz musiała spełnić prośbę mojego nowego szefa…

Zamilkła.
– Nie wyjaśniłeś mi, o co chodzi – stwierdziła, a Karcz wyczuł w jej głosie lekki niepokój. I bardzo dobrze.
– Dyrektor Jak-mu-tam, powołując się na znajomość z tobą oraz na fakt, że łaskawie mnie zatrudnił, poprosił mnie… chociaż nie… – przerwał i udał, że się nad czymś zastanawia. – „Prośba” to złe określenie. To była groźba w przebraniu prośby.
– Łośku! Konkrety!
– Biorąc pod uwagę, że jesteś znaną telewizyjną dziennikarką, programy śniadaniowe i tak dalej…
– Do rzeczy!!
– …chciałby, żebyś przyjechała i spotkała się z dzieciakami – dokończył. – Wydaje mi się, że jeżeli tego nie zrobisz, mogę mieć problemy. Wyszło na to, że to jakaś sprzedaż wiązana: ja za ciebie.

Mruknęła w swój charakterystyczny sposób i powiedziała:
– Nie ma najmniejszego problemu.
Zaskoczony jej reakcją odsunął telefon od ucha i spojrzał na ekran, jakby chciał się upewnić, czy aby na pewno rozmawia ze swoją siostrą.
– Przyjedziesz?
– Tak. Po pierwsze, żeby w końcu zobaczyć się z moim głupim bratem, który woli stary samochód taty i stare książki niż ludzi. A po drugie, żeby ten brat miał święty spokój w pracy.
– Tak po prostu?
– A czemu nie? – zdziwiła się. – Legnica jest niedaleko. Dogadaj się z nim i ustalimy jakiś sensowny termin.
– Skąd ty w ogóle go znasz? Nigdy nie wyjaśniłaś mi dokładnie, dlaczego akurat Gimnazjum numer 30…
– O Jezzzuuu! – jęknęła. – Męczybuło! Nie znam nikogo ze środowiska we Wrocławiu, a potrzebowałeś czegoś szybko…
„Nie potrzebowałem”, pomyślał z wyrzutem, ale postanowił tego nie komentować.
– Kilka tygodniu temu były we Wrocławiu jakieś Targi Edukacji, z których robiłam materiał i się przypałętał… Zapraszał mnie do Legnicy i tak dalej. A kiedy wypłynął twój temat, postanowiłam go wykorzystać.
– Widziałaś kiedyś, jak wygląda takie gimnazjum? Wiesz, co to za szkoła?
– Co próbujesz mi powiedzieć?
– Że nauczyciele potrzebują nerwów ze stali.
– Mhm. Opowiedz mi lepiej o tej atrakcyjnej bibliotekarce.
– Jest bibliotekarką – odparł oschle. – Nic więcej nie mam do powiedzenia.
– Ooo, pan obrażalski. Jak mieszkanie?

Robert rozejrzał się.
– Nie mam dużych potrzeb – przyznał zgodnie z prawdą. – Jest w porządku. Tylko nie posiadam na wyposażeniu ani lodówki, ani pralki…
– Cholera, naprawdę?
– Jest prysznic. Dam sobie radę – uspokoił ją.

Obydwoje zaczęli się śmiać.
– Dzięki, że zadzwoniłaś – powiedział w końcu. – Czuję się lepiej.
– Zawsze możesz na mnie liczyć, wiesz o tym.
– Wiem…

Przez chwilę milczeli.
– Legnica jest podobno bardzo interesująca i… i ładna! – dodała szybko. – Zrób to, co zawsze robisz, jadąc gdzieś. Znaczy, wypożycz kilka książek, poczytaj o miejscu… Zrób coś w stylu Roberta. Pobiegaj. No wiesz, to co zawsze. Poprawi ci się humor.

Parsknął.
– Już byłem w bibliotece. Wypożyczyłem kilka książek. Legnica ma jeden z największych rynków w Polsce.
– Brzmi jakbyś czytał broszurkę reklamową.

Znowu parsknął.
– Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić? – zapytała.

Spojrzał na miskę parującej zupki błyskawicznej.
– Jest jedna rzecz… – zaczął.
– Jaka?
– Mogłabyś przelać mi trochę kasy na benzynę – mruknął. – Oddam ci po wypłacie.

***

NASTĘPNY ODCINEK:

ODCINEK 10: ROZDZIAŁ 2

PODZIEMNE MIASTO

powieść w odcinkach

ODCINEK 8. ROZDZIAŁ 2 w którym nagle coś się zmienia

Samochód należący do Roberta Karcza, czerwono-czarny ford mustang model Mach 1 z 1971 roku, dzięki miłości świętej pamięci Karcza seniora sprawiał wrażenie, jakby wyjechał z taśmy produkcyjnej raptem kilka lat temu. Robert pamiętał, jak piętnaście lat wcześniej, jako nastolatek, pomagał ojcu wymieniać fotele w samochodzie; od tamtej pory wszystkie miały obicia z białej skóry.

ODCINEK 7: ROZDZIAŁ 1

Kiedy już podpisał umowę, ogarnęła go przejmująca ochota, aby opuścić budynek. Wyobraził sobie, jak wymyka się przez okno w toalecie, biegnie na przełaj po znajdującym się obok wielofunkcyjnym boisku, wbiega na parking dla nauczycieli, odpala swojego mustanga i z rykiem silnika odjeżdża.

ODCINEK 7. ROZDZIAŁ 1

Kiedy już podpisał umowę, ogarnęła go przejmująca ochota, aby opuścić budynek. Wyobraził sobie, jak wymyka się przez okno w toalecie, biegnie na przełaj po znajdującym się obok wielofunkcyjnym boisku, wbiega na parking dla nauczycieli, odpala swojego mustanga i z rykiem silnika odjeżdża.

ODCINEK 6: ROZDZIAŁ 1

Reszta dnia była o wiele bardziej udana. Udało mu się utrzymać pewnego rodzaju rytm, który sprawił, że spotkania z pozostałymi klasami stały się mniej frustrujące niż mógłby podejrzewać. Nawet udało mu się uciąć ciekawą rozmowę z klasą o profilu sportowym, gdzie na dwudziestu czterech chłopaków przypadała jedna dziewczyna (do której i tak wszyscy koledzy zwracali się „Andrzej” albo „Andrew”), o legnickich klubach sportowych, piłce nożnej i kilku innych rzeczach, które nigdy wcześniej jakoś specjalnie go nie interesowały.

ODCINEK 5: ROZDZIAŁ 1

Wieści o nowym nauczycielu rozeszły się po Gimnazjum nr 30 w zastraszającym tempie. W czasach, kiedy każdy z małoletnich posiadał telefon komórkowy, jeszcze przed końcem pierwszej lekcji wszyscy zdążyli usłyszeć bądź przeczytać o Robercie Karczu.

Nawet pani Krysia, woźna z dwudziestoletnim stażem i niesłabnącą siłą ducha, otrzymała stosowne powiadomienie:
Rob Karcz – nowy gość od histy.

ODCINEK 4: ROZDZIAŁ 1 w którym każdy mówi „przepraszam”

– Przepraszam, kochani – głos profesor Teresy Cichej można by opisać na wiele sposobów, ale na pewno nie był cichy. – Przestańcie gadać! NA-TYCH-MIAST!
W klasie momentalnie zrobiło się spokojniej. Równie dobrze ktoś mógłby uderzyć ręką w biurko – efekt byłby ten sam. Tylko że w przypadku pani Teresy ta metoda nie była potrzebna. Wystarczyła ta groźba w jej spojrzeniu i niczym niewzruszona postawa kobiety, która po prostu wie, co robi.

ODCINEK 3: PROLOG 01

To nie był jego pierwszy raz. Raczej stały sposób na finansowanie pracy badawczej. Jest wiele takich miejsc na ziemi, które odkrywa archeolog, a odkrywanie zajmuje mu całe lata. Potem, tuż po odkryciu, na chwilę wpadają tam hieny. I kiedy archeolog wraca na wykopaliska z jakimś grantem, finansowaniem z ministerstwa oraz z ochroniarzami, okazuje się, że najcenniejszych rzeczy… już dawno nie ma, ponieważ zostały wyniesione przez hieny. Polak wiedział o takich zdarzeniach w Peru, w Meksyku, w Tunezji i Maroku; Polak miał tego dość!

ODCINEK 2: PROLOG 01

Na Hassanie jakoś nie robiło to wrażenia. Owszem, dziwił się, że pomieszczenie nie jest zawalone, ale z jego perspektywy wyglądało jak kolejna ruina pełna piachu.
Przełknął ślinę. Od pyłu unoszącego się w powietrzu czuł drapanie w gardle. W myślach zaczął liczyć dolary, które miał dostać od Polaka. Liczył je, wyobrażając sobie, co za nie kupi, a jednocześnie starał się zapomnieć, że jest
kilkanaście metrów pod pustynią.

Twój tytuł idzie tutaj

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Twój tytuł idzie tutaj

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Koszyk
Koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy
0