PODZIEMNE MIASTO

powieść w odcinkach

ODCINEK 6: ROZDZIAŁ 1

04 sie 2021 | Seria z Mustangiem, Podziemne Miasto

POPRZEDNI ODCINEK:

ODCINEK 5: ROZDZIAŁ 1


***

Reszta dnia była o wiele bardziej udana. Udało mu się utrzymać pewnego rodzaju rytm, który sprawił, że spotkania z pozostałymi klasami stały się mniej frustrujące niż mógłby podejrzewać. Nawet udało mu się uciąć ciekawą rozmowę z klasą o profilu sportowym, gdzie na dwudziestu czterech chłopaków przypadała jedna dziewczyna (do której i tak wszyscy koledzy zwracali się „Andrzej” albo „Andrew”), o legnickich klubach sportowych, piłce nożnej i kilku innych rzeczach, które nigdy wcześniej jakoś specjalnie go nie interesowały.

W pewnym momencie cała grupa nawet zaoferowała się, że oprowadzi go po mieście i pokaże kilka „fajnych miejscówek”, ale grzecznie podziękował, choć nie ukrywał przy tym szczerego rozbawienia.

Po czwartej lekcji i po czwartej liście obecności oraz niezliczonych rozmowach zapoznawczych wymknął się z sali na korytarz i, poświęcając trochę uwagi gazetkom ściennym o patronie szkoły (głównie po to, żeby uniknąć kontaktu wzrokowego z uczniami), poszedł prosto do gabinetu dyrektora, mieszczącego się na drugim piętrze.

Mijając tłumy przyglądających mu się nastolatków, cały czas mruczał pod nosem „przepraszam, przepraszam, bardzo przepraszam, o przepraszam!”, a czasami nawet „najmocniej przepraszam”. Zupełnie jak magiczne zaklęcie, które w rezultacie miało sprawić, że stanie się niewidzialny.
Oczywiście nie zadziałało.

– Niech pan wejdzie, panie Robercie – powiedział krępy mężczyzna wbity w szyty na miarę garnitur. Gabinet był bardzo schludny i pełen sportowych trofeów, co od razu wskazywało na osobiste zamiłowanie dyrektora.
– Jak się panu podoba nasza szkoła? – zapytał bez ogródek.
– Jest bardzo… ładna – odparł, siadając posłusznie we wskazanym miejscu.
– Pana siostra opowiadała mi o pańskich dokonaniach w dziedzinie historii – ciągnął dyrektor, rozsiadając się w swoim fotelu. – To ogromna przyjemność współpracować z pana siostrą. Cudowna kobieta… i niesamowita dziennikarka – dodał pośpiesznie. Zaczerwienił się przy tym lekko i potarł nos.

Robert na końcu języka miał pytanie, czy poprzez „współpracę” rozumie, że owa „cudowna kobieta” i „niesamowita dziennikarka” załatwiła młodszemu bratu pracę, ale ostatecznie go nie zadał.
– Kiedy pani Justyna zadzwoniła do mnie i powiedziała, że postanowił się pan wyciszyć – kontynuował dyrektor – i szuka pan pracy tu, w Legnicy, na czas pisania swojej nowej książki, nie mogłem odmówić. Naprawdę! Od razu obiecałem jej, że coś panu znajdę – dorzucił z satysfakcją, jak człowiek, który rzeczywiście dotrzymuje słowa.
– Jakiej książki? – Robert zmarszczył czoło, ewidentnie sugerując, że coś musiało go ominąć.
– Pani Justyna powiedziała, że wybrał pan Legnicę na miasto, w którym napisze pan jakąś książkę o archeologii… To fantastycznie się składa. Legnica aż kipi od… ciekawych historii. Tak, to dobre określenie. Kipi.

Karcz, który poza pracą magisterską nie napisał w życiu żadnej innej dłuższej formy, po prostu przytaknął. Najwyraźniej był częścią jakiejś większej opowieści wysnutej przez jego własną siostrę, więc stwierdził, że najbezpieczniej będzie się nie wychylać.
– Ma pan na myśli jakieś konkretne historie o mieście, które… kipią? – zapytał, próbując delikatnie zmienić temat i obiecując sobie w myślach, że poważnie porozmawia sobie z Pyśką przez telefon i wygarnie jej za wymyślanie bajek o książkach i innych głupot.

Dyrektor lekko się zmieszał.
– Wie pan… nie jestem specjalistą – wyjaśnił. – Ale wystarczy popytać. Mieliśmy tu… eee… bitwę z Mongołami… wiele ciekawych historii. Naprawdę. Tak jak mówię, miasto kipi… jak mleko z garnka!
Zaczął się śmiać, najwyraźniej zadowolony ze swojego porównania, i poprawił guziki mankietów.

„Czym się denerwujesz?”, zastanowił się Robert i przyjrzał mu się uważnie. To prawda, że dyrektor był po prostu ignorantem, który najwyraźniej interesował się niewieloma rzeczami poza sportem, ale w gruncie rzeczy był sympatyczny. Nie dało się jednak nie odnieść wrażenia, że swoim zachowaniem wprowadza nerwową atmosferę. Dlaczego? Sprawiał wrażenie otwartego, a garnitur i wystawa trofeów sugerowały, że lubi wystąpienia publiczne.

Karcz zaczął podejrzewać, że mężczyzna najwyraźniej chciałby mu coś powiedzieć, ale nie wie jak.
– Przykro mi, że nie mogłem spotkać się z panem wcześniej, ale wiem też od pani Justyny, że przyjechał pan dopiero wczoraj. To prawda?
Kolejne wymijające pytanie.
– Prawda – przyznał. – Przyjechałem wczoraj, odebrałem klucze od mieszkania, a teraz jestem tutaj. Nawet nie ma o czym opowiadać.
– Na pewno błyskawicznie się pan zaaklimatyzuje u nas w „trzydziestce”! Mamy masę świetnych sportowców, co pewnie zdążył pan zauważyć – wskazał, jakby od niechcenia, na trofea stojące w gabinecie. Tak jakby ludzie prawie nie uderzali w nie nosem, wchodząc do środka. – Dlatego z pewnością przyda nam się ktoś, kto potrafi zarażać ludzi również pasją do historii…
„Nie potrafię nikogo zarazić nawet katarem”, pomyślał Karcz i delikatnie potarł czoło zewnętrzną stroną dłoni.
– Zrobię, co w mojej mocy… – powiedział.
– Ależ oczywiście panie Robercie, oczywiście… a w tematach pasji – nagle ściszył głos do konspiracyjnego szeptu.
„Oho! – pomyślał Karcz. – Na ten moment czekałem”.
– Mamy w szkole sekcję dziennikarską – zaczął cicho dyrektor – oraz klasy o profilu dziennikarskim…
– Tak? – Robert również zaczął szeptać i choć wiedział, że osobie z zewnątrz mogłoby się to wydać absurdalne, to jednak nie mógł się powstrzymać.
– Czy mógłby pan delikatnie poprosić siostrę… przepraszam, panią Justynę… – chrząknął – o to, żeby w wolnej chwili odwiedziła naszą szkołę i… no nie wiem… porozmawiała z dzieciakami? Poprowadziła jakieś warsztaty?

Robert się zawahał, czując zbliżające się niebezpieczeństwo.
– Nie do końca rozumiem…
– Znaczy, chodzi o to, że wizyta kogoś znanego w naszej szkole byłaby bardzo korzystna… dla nas. Dla mnie i dla pana. Biorąc pod uwagę jeszcze funkcjonujący między nami układ – urwał na chwilę. – Nazwijmy to wymianą uprzejmości za uprzejmość.
– Tak?
– Proszę zrobić, co w pana mocy – pochylił się i puścił do niego oko, co wydało się Karczowi dziwnie niestosowne. – Proszę porozmawiać z panią Justyną. Ja… ja nie miałbym czelności ponawiać swojej prośby. Szczególnie że rozmawiałem z nią już na ten temat kilka miesięcy temu, kiedy byłem we Wrocławiu. Tak się złożyło, że mamy wspólnych znajomych, wie pan. Dobre towarzystwo.
Kaszlnął.
– No, ale biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację, mogłaby się w końcu zdecydować, prawda, panie Robercie? Pomoże pan?
Karcz, kompletnie skołowany prośbą, po prostu uniósł kciuk, a dyrektor, widząc to, zaśmiał się z ulgą i uderzył ręką w biurko.
– Cudownie! Cudownie, panie Robercie! Wiedziałem, że się zrozumiemy!
– Mogę mieć pytanie? – zapytał Karcz, przerywając mu nagły atak wesołości.

Dyrektor otarł łzę spływającą po policzku.
– Tak, tak! Oczywiście, do diaska… Co to za pytanie?
– Chciałem zapytać o moją umowę. Miałem ją dzisiaj podpisać.

Dyrektor uciszył go machnięciem ręki i nacisnął przycisk intercomu stojący na biurku tuż obok zdjęcia jego rodziny. W ładnej, schludnej ramce cztery osoby stały i szczerzyły się do obiektywu wyuczonym uśmiechem: dyrektor, pani dyrektorowa i dwójka nastoletnich blond dyrektorów.

– Pani Sylwio, czy umowa dla pana Karcza jest w sekretariacie? – spytał dyrektor, cały czas trzymając palec na przycisku intercomu.
Przez chwilę w pomieszczeniu było słychać tylko szum i trzaski, ale dało się z tego wyłowić kilka zdań.
– Panie Robercie, umowa i kwestionariusz czekają w sekretariacie, czyli w pokoju obok – stwierdził z przekonaniem.
– Usłyszał to pan w tym szumie?

Dyrektor tylko na niego spojrzał.
– A pan nie? Można się przyzwyczaić, naprawdę To taki gadżet, kupiłem go przez Internet…
– Gadżet?
– Tak – odparł i znowu ściszył głos. – Gadżet jak z filmów o Jamesie Bondzie.
– Słucham?
– Szef Bonda miał taki intercom na biurku – wyjaśnił, lekko urażony brakiem wiedzy swojego gościa. – No wie pan, ten od Connery’ego.

Karcz tylko z przekonaniem pokiwał głową. Nagle przypomniał sobie, że miał zapytać o garaż do wynajęcia, ale wydało mu się to jakoś mniej ważne niż przypuszczał. Doszedł do wniosku, że dyrektor nie jest dobrym źródłem informacji i jednak nie warto pytać go o nic więcej.
Podniósł się, a kiedy otwierał drzwi, usłyszał za plecami głos:
– Panie Robercie, proszę pamiętać o tym, co uzgodniliśmy.
– Uzgodniliśmy? – odwrócił się.
– Chodzi o pana siostrę. Niech pan z nią porozmawia, dobrze?
Karcz wykrzywił twarz w uśmiechu.
– Proszę się nie martwić – zapewnił go. – Porozmawiam z nią. Na pewno z nią porozmawiam i niech mi pan wierzy, że to będzie długa rozmowa.

***

NASTĘPNY ODCINEK:

ODCINEK 7:

PODZIEMNE MIASTO

powieść w odcinkach

ODCINEK 16. ROZDZIAŁ 3

Zanim odwiózł ją do domu, opowiedziała mu kilka ciekawych rzeczy na swój temat. Fakt, że zaczęła mówić o sobie, przyjął niejako z ulgą. Dowiedział się, że przez pięć lat miała narzeczonego, który ostatecznie ją zostawił i wyjechał do Nowego Jorku.

ODCINEK 14. ROZDZIAŁ 2

            Kiedy skończył wszystkie zajęcia, wybrał się na obiad do restauracji serwującej jedzenie na wagę. Niestety, nie miał możliwości gotowania w mieszkaniu, więc w przerwach od żywienia się konserwami jadał posiłki w mieście, co znacznie uszczuplało jego budżet.

ODCINEK 13. ROZDZIAŁ 2

– Pani Krysiu…
Woźna odwróciła się do niego.
– Tak? – zapytała wyraźnie zdziwiona.
– Czy zna pani kogoś, kto ma garaż do wynajęcia? Blisko centrum i za niewielkie pieniądze?
Zamrugała kilka razy, a później zająknęła się.

ODCINEK 12. ROZDZIAŁ 2

POPRZEDNI ODCINEK: ODCINEK 11: ROZDZIAŁ 2 *** Rudy Rajmund nie kłamał. Chyba naprawdę postawił sobie za punkt honoru dowiedzieć się czegoś...

ODCINEK 10. ROZDZIAŁ 2

Karcz nie znosił sportu, a w szczególności gier zespołowych. Czas, który ludzie zazwyczaj poświęcają na oglądanie piłki nożnej czy siatkówki w telewizji, albo – o zgrozo! – choćby myślenie o sporcie, on przeznaczał na dokształcanie się. Co ciekawe, nie było to spowodowane wybujałymi ambicjami.

ODCINEK 11. ROZDZIAŁ 2

Jakoś po dwóch tygodniach mieszkania w Legnicy, podczas porannego biegu Karcz poczuł dziwne mrowienie w okolicach karku i bynajmniej nie było to spowodowane wyczerpaniem. To był jego instynkt, który dał o sobie znać w chwili, w której dotarł do północnej części miasta. Ominął dworzec kolejowy w remoncie i kilkaset metrów dalej natrafił na stary, opuszczony budynek.

ODCINEK 9. ROZDZIAŁ 2

Justyna była wyraźnie rozbawiona jego opowieścią, choć próbowała stwarzać pozory. Cały czas powtarzała, że „będzie dobrze”, że „na pewno nie jest tak źle” albo bardziej wprost, żeby „nie dramatyzował”. Mówiła tak przynajmniej do czasu, kiedy nie przekazał jej prośby dyrektora gimnazjum..

Twój tytuł idzie tutaj

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Twój tytuł idzie tutaj

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Pin It on Pinterest

Share This
Koszyk
Koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy
0