DMUCHANIE I ADWENTOWA SZWAGIERKA

utworzone przez | 11 gru 2021 | Dziennik pokładowy, Dziennik rozrywkowy | 1 komentarz

Siedzę w plamie słońca. Kawę poranną siorbię. Horyzont podziwiam.

Sam tu jestem. Jak okiem sięgnąć sam. I tym się cieszę – pustkowiem.

Liście spadły, trawa wyschła, zima przyszła.

A pogoda jak w Polsce, na początku kwietnia.

Świat (ze wszystkim co dziś niesie) jest odsunięty ode mnie poza horyzont. Nie słychać go tu, nie widać, nie czuć. Gdy zechcę, to ja do świata jadę, ale on tu sam z siebie nie zagląda nieproszony. Nie każdy lubi tak żyć. Ja owszem, bardzo. Lubię ciszę na pustkowiu.

***

Siedzę. Jest błogo. Kubek grzeje dłonie, kawa dymi w twarz.

I nagle tuż za moimi plecami słyszę, że ktoś gwizdnął cicho. Świsnął tak, jak się świszcze na otwartej flaszce. Skoczyłem w górę, kawa rozlana, kubek na ziemi, adrenalina, palpitacja. W półobrocie wyciągam rękę w stronę strzelby i wyję na postrach (a może ze strachu):

– Aaaaa!

Aaaa… Nikogo tu nie ma. To tylko wiatr. Uff.

Odstawiłem wczoraj na schodku niedopitą flaszkę wody, zapomniałem o niej, a dziś wiatr na niej zagwizdał; zupełnie jak człowiek. I tak powstała moja nowa preriowa zabawa. Posłuchajcie…

Czasami wiatr wieje prosto jak strzała. Nie kręci kółek, nie zamiata, nie zmienia kierunku. Wystarczy mu wtedy odpowiednio ustawić flaszkę i będzie świstał. Ja biorę drugą flaszkę i świszczemy w duecie. Wychodzą z tego melodie.

Życie na prerii jest inne od życia w normalnym świecie. W oczach postronnych bywa dziwne. W oczach psychiatrów jest… podręcznikowe – kopalnia pacjentów. I głupio się o takim życiu gada, gdy zadzwoni telefon z Polski. Dzwonią Chrześniacy z Ojcem i ja wiem, że tam u nich wszystko na głośnomówiącym, a w pobliżu telefonu krąży czujny cień Szwagierki. Jak cień rekina na morskim dnie. Albo sępa na asfalcie. [Raczej sępa.]

– A co ty tam właściwie robisz całymi dniami na tej twojej prerii? – pyta mąż Szwagierki.

– Pracuję. Interesy prowadzę.

– To wiem, ale po pracy i przed pracą? Co robisz, gdy nie pracujesz?

– Nic.

– Jak nic? Święta idą, pewnie sprzątasz.

– Nie.

– Jak nie?

– Normalnie. Nie sprzątam. No… bardzo rzadko.

– To tam musi być niezłe bagno w tym twoim domku.

– Wcale nie. Po prostu usilnie staram się nie brudzić i wtedy nie muszę sprzątać.

– A dziś co robiłeś, gdy dzwoniliśmy wcześniej i nikt nie odbierał?

– Dmuchałem.

– Co??

– Dmu-cha-łem.

– Eee… Masz tam hutę szkła czy co?

– Niee. Po prostu dmuchałem. Ustami. Dmuchaliśmy se we dwóch, z wiatrem.

– Dzieci słuchają! To jakiś nowy wulgaryzm?

– Broń Boże. Zjawisko przyrody. Albo fizyki. Wiatr dmuchał i ja dmuchałem, a każdy z nas świstał melodię na otwartej flaszce. Każdy na swojej. Próbowałem dostosować moją melodię do melodii wiatru. Zgrać się. Bardzo romantyczne. Siedzisz sobie we dwóch z wiatrem, z siłą przyrody i zgrywasz się z naturą w jeden świst.

– Czy tam na tej twojej prerii rosną jakieś niebezpieczne zioła albo grzyby, których się można nawdychać? I ty się właśnie nawdychałeś?

– Rośnie tego cała masa, ale żeby się nawdychać trzeba ususzyć i palić, a ja nie palę. Lub trzeba poczekać na pożar prerii i wtedy samo przyleci z dymem. Ale… jeżeli ktoś w trakcie pożaru prerii wdycha ziołowy dym, zamiast uciekać, to wkrótce po nim.

– Dobra, ale może te zioła albo grzyby roznoszą coś nie tylko, gdy płoną.

– Z wiatrem niczego nie roznoszą, trzeba by się nażreć. Krowa jak zeżre wesołe ziółko to padnie. Albo świruje kilka dni. Ale rzadko, bo krowy trochę się uczą; grupowo, jako stado. Ogólnie głupie są, ale trochę się uczą i omijają niebezpieczne pokarmy. Słyszałem, że kojoty z premedytacją chodzą na grzyby, gdy są chore, ale może to indiańskie bujdy. Kojot zawsze jak na niego patrzysz wydaje się lekko świrnięty. Nie ma oczu psa, ani oczu lisa, ani wilka. To nie są oczy lizusa, ani spryciarza, ani mordercy. Kojoty mają oczy smutnych szaleńców. Jeszcze nigdy nie widziałem wesołego kojota…

– O czym ty teraz gadasz? Zdrowy jesteś?

– No o tym, że świstałem sobie dzisiaj na dwóch pustych flaszkach. Flaszki po wodzie gazowanej. Nic poza tym się nie działo. A u was co?

– Nic.

– Nooo! Widzę, że się uczysz.

– Nie! „Nic” to znaczy wszystko jak zawsze, czyli sprzątamy. Wiesz: pucowanie domu na święta.

– Kto ma nafajdane ten musi pucować. Ja nie muszę, bo mam czysto.

– No co ty, U NAS nafajdane? U nas się sprząta jeszcze zanim się nabrudzi. Przecież wiesz. „Sprzątanie prewencyjne.”

– Wiem. Tak tylko powiedziałem. Sprawdzałem czy moja ulubiona Szwagierka słucha, ale widocznie jej nie ma skoro się nie włączyła w obronę reputacji waszego sterylnego mieszkania.

– Jest i słucha, więc uważaj.

– O… a czemu w takim razie nic nie mówi? Chora?

– Zdrowa.

[- Tu bym polemizował – dodałem, ale wyłącznie w myślach, bo przy Chrześniakach nigdy nie krytykuję ich matki na głos.]

– Skoro zdrowa, to czemu nic nie mówi? Zawsze mi coś powie, wiesz… Jak to ona.

– Nic nie mówi, bo ma takie zobowiązanie adwentowe, że się nie będzie odzywać.

– Łaał !!!! – nie dałem rady się powstrzymać i popłynąłem entuzjastycznie – To wy tam teraz macie karnawał w adwencie! Nic nie gada? Nieprawdopodobne. Ale macie fajnie! Lepsze od najlepszego prezentu. Gratulacje.

– Hej! Cicho bądź! Nie ma czego gratulować. Ona ma zobowiązanie, że się nie będzie odzywać PRZY TOBIE, a nie do nas.

– Aaaa… No trudno. Ale wiesz – odzyskałem rezon w sekundę – wiesz… ja zawsze mogę tam do was przylecieć i będziecie mieli w domu ciszę, jak makiem zasiał.

W tym momencie ktoś po tamtej stronie nie wytrzymał i rzucił słuchawką. Rozmowy nie zerwali Chrześniacy, ani ich Ojciec – to wiem na pewno.

1 komentarz

  1. tenzlasu@o2.pl

    To chociaż częściej dzwonić w adwencie!… 😉

Wyślij komentarz

DZIENNIK ROZRYWKOWY

OSTATNIE WPISY

CHRZEŚNIACY, JULEK I WYRYWANIE KARTEK

Dałem więc Chrześniakom do testowania dwie książki z serii JULEK, które mam w sklepie kolonialnym. Testy na dzieciach wypadły pozytywnie poza jednym – obaj Chrześniacy stwierdzili, że z tych książek trzeba wyrwać jedną kartkę…

INNA DROGA

Personel mi pisze że jest “Dzień chodzenia inną drogą”. Chyba zmyślają, żeby mnie zainspirować, czy co?
No ja lubię chodzić inną ścieżką niż szlak utarty. I mam tak od podstawówki, a może wcześniej…

PAJĄK

Dostałem foto z pola.Pakuję trzy walizy, bo zaraz lecę do PL.Jestem stęskniony jak cholera. Ucałuję tę moją ziemię i kłos na polu...

Książka “Król”

Dostałem tę książkę w prezencie pocztą; od Autorki i z osobistą dedykacją. Prawie rok temu.Byłem sceptyczny. Niby SF, czyli lubię, ale...

DZIENNIK POLITYCZNY

OSTATNIE WPISY

KONCERT na 250 OSÓB

Od 14 czerwca będą możliwe koncerty, z maskami na twarzach. Maksymalnie 250 osób. Jaka naukowa teoria za tym stoi? 250 osób na stadionie...

TURÓW

Turów. „Polubowne” załatwianie sprawy z Czechami. Przygotowanie wytycznych do podpisania Umowy – odszkodowanie w wys. ponad 200 mln...

Aborcja

Teraz, gdy Polska zapłaciła tak wiele za częściowe ograniczenie aborcji, prawdziwy mężczyzna powinien iść do pełnego zwycięstwa. Tymczasem Duda i spółka się wycofują.

ZAKOŃCZYĆ PLANDEMIĘ

Chciałbym tu być. I powinienem. Poprzednio byłem – protestować przeciwko PRZYMUSOWI szczepień. Kto chce, niech się szczepi, nikomu nie zabraniam. Ale niech mnie nikt nie zmusza bym zaszczepił siebie wbrew mojej woli.

TUŻ PO DEBACIE

To nie była debata, bo nikt z nikim nie miał szansy debatować. Czyli oszustwo w tytule. A debaty prawdziwe są ważne, bo pozwalają sprawdzić jak kandydat sobie poradzi, gdyby go Putin zaskoczył publicznie jakimś nieprzewidzianym pytaniem.

Pin It on Pinterest

Share This
Koszyk
Koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy
0