DZIENNIK POKŁADOWY

CZARY

11 maja 2019 | Dziennik nie-polityczny

Szanowni Państwo,
Pouczający tekst we Frondzie: https://m.fronda.pl/a/egzorcysta-ostrzega-przed-szamanizmem-oraz-jego-zwiazkami-z-charyzmatykami-i-wojciechem-cejrowskim,126579.html

O wielu z tych rzeczy się nie wie i uważa je za normalne lub niegroźne. Nie wiem sąd tam się wzięła opinia na temat moich książek taka oto: “przedstawia kontakty z szamanami jako coś normalnego”, ale cała reszta pouczająca. Kontakty z szamanami przedstawiam w moich książkach jako coś NADZWYCZAJNEGO i NIEnormalnego. Zasadniczo do książek wybieram wyłącznie tematy nadzwyczajne, a nie “normalne”. A w przypadku czarowników stale ostrzegam, że mają moc prawdziwą, nie zmyśloną i że należy się ich wystrzegać, bo są NIEBEZPIECZNI.

Czary są NIEBEZPIECZNE i dlatego właśnie są zawsze niepokojące, nawet dla osoby, która się tematem nie interesuje. Sama natura burzy się w nas na czary, OBURZA się, protestuje, unika, ucieka. Czary odrzuca nasz rozum, intelekt, nasze serce.

***

Najwięcej o szamanach i czarownikach napisałem w książce “Rio Anaconda” i tam w wielu miejscach piszę o strachu, zaniepokojeniu o tym, że czary są przerażające.

A przy wznowieniu tej książki dopisałem nawet Erratę “pod dyktando” księdza doktora Posackiego – egzorcysty. Erratę, w której na zamknięcie opowieści bardzo dobitnie mówię, że czary są ZŁE, NIEBEZPIECZNE.

Tekst we Frondzie polecam, a moją Erratę załączam.

*** ERRATA DO RIO ANACONDA ***

Książkę tę napisałem dawno temu.
Napisałem ją językiem przygodowym, a nie naukowym.
Kiedy ją pisałem, język polski był inny niż dzisiaj. Od tamtego czasu zmieniły się znaczenia słów, zmieniły konteksty. Potrzebna jest errata.
Posłuchajcie…

Kiedy pisałem tę książkę, czary były w Polsce zjawiskiem marginalnym, a jeśli wtedy ktoś chodził do wróżki, to wstydził się tego, w obawie, że zostanie uznany za idiotę. Wróżki rzadko ogłaszały się w gazetach i nikt ich nie brał na poważnie, karty tarota były rekwizytem z przedwojennej powieści, a gdyby ktoś publicznie podarł Biblię lub podpalił krzyż poszedłby do więzienia. Zresztą, w czasach, gdy pisałem tę książkę ludziom takie rzeczy nie przychodziły jeszcze do głowy. Sporadycznie, w ukryciu, za granicą owszem, ale nie na polskiej ziemi.

Dzisiaj jest inaczej. Sataniści działają otwarcie, występują w telewizji i reklamach, osoby zajmujące się czarami rejestrują swoje “usługi” jako działalność gospodarczą i płacą podatki, a tarota można sobie postawić przy plaży w Sopocie, na Rynku w Krakowie, a nawet za pośrednictwem internetu.

Kiedy pisałem tę książkę słowo “czarownik” brzmiało bajkowo, czyli niegroźnie. Słowo “szaman” było rozumiane potocznie jako indiański Medicine Man czyli plemienny specjalista od leczenia – postać z westernów. Mało kto, poza środowiskiem naukowo zajmującym się antropologią, pamiętał o pierwotnym i prawidłowym znaczeniu tego słowa – o prawdziwym szamaniźmie w społecznościach plemiennych Syberii.

Kiedy pisałem tę książkę czasy były inne i inny język polski. Proszę o tym pamiętać.
Kiedy w “Rio Anaconda” piszę “szaman” mam na myśli zielarza, znachora, specjalistę od medycyny ludowej działającego w miejscu, gdzie nie pojawili się jeszcze doktorzy. Kiedy zaś piszę “czarownik” mam najczęściej na myśli funkcję społeczną w grupie plemiennej, stanowisko, funkcję i pozycję w indiańskim społeczeństwie pierwotnym.

Są też takie miejsca w tej książce, gdy piszę o osobach zajmujących się czarami prawdziwymi i groźnymi, a nie tylko “czarami” ludowymi (czyli zielarstwem). Te miejsca widać z daleka, te miejsca w książce napawają strachem. Mają napawać!
Czary istnieją realnie. Także w naszym świecie. Czary są śmiertelnym zagrożeniem dla każdego, kto się nimi zajmuje. Są też śmiertelnym zagrożeniem dla osób, które czarami się tylko bawią, lub obserwują je biernie. Przyglądanie się jest formą uczestnictwa. Przyglądanie się jest czynnością; jest rodzajem aktywności… Czary są śmiertelnym zagrożeniem i istnieją realnie. W czary nie należy się bawić właśnie dlatego, że są śmiertelnie groźne. Tyle chciałem Państwu powiedzieć w tej książce. Cała reszta to ozdobniki.

A czemu w takim razie ja sam przyglądałem się czarom? Czemu polazłem w miejsce, gdzie czary były obecne?
Wtedy – w czasach, o których opowiada ta książka – moja wiedza na temat czarów była bardzo ograniczona. Byłem nieświadomy zagrożeń. Niedouczony. Wydawało mi się, że prawdziwe czary nie istnieją, a demony są postaciami z bajek, lub biblijną alegorią.
W konsekwencji tamtej niewiedzy musiałem potem chodzić do egzorcystów, musiałem egzorcystę zaprosić do własnego domu i do biura, musiałem wyrzucić z domu niektóre przedmioty, inne spalić, a jeszcze inne oddać do “utylizacji” samemu egzorcyście, bo ani zakopanie ich w ziemi, ani zniszczenie, ani nawet spalenie to nie dość.
Wszystko to działo się już po opublikowaniu pierwszego wydania “Rio Anaconda”. Z całego serca i z osobistego doświadczenia ostrzegam i proszę: NIE BAWCIE SIĘ W CZARY, NIE PRZYGLĄDAJCIE SIĘ CZAROM.
Jeśli ktoś z Państwa zrozumiał tę książkę inaczej, to teraz nie powinien już mieć wątpliwości co autor miał na myśli.



Strona www.cejrowski.com jest strefą wolną od tzw. “hejtu”, słownych przepychanek itd. Dlatego nie ma tu typowych komentarzy (co zaoszczędza też czas, który można spędzić dużo lepiej 🙂 ) Jeżeli chcą Państwo coś napisać odnośnie powyższego wpisu, proszę wypełnić poniższy formularz. Jeżeli będzie to konstruktywna uwaga, zostanie przeczytana, ale nie pojawi się na stronie.

Komentarz dotyczący wpisu: CZARY

8 + 1 =

POZOSTAŁE WPISY

STRZELANIE DO CHOINKI

Mam Chrześniaków i obowiązki wychowawcze z tym związane. Nie mogłem ich zza oceanu prowadzać na Roraty, a chciałem, żeby nie zapominali o kolejnych dniach Adwentu, więc wymyśliłem coś takiego, posłuchajcie…

Polskie wojsko – cudze wojny

Polacy nie powinni wysyłać wojsk na cudze wojny !!! Niech Izrael walczy skoro jest pompowany przez USA dolarami i bronią – tak mi napisał wczoraj kolega i MA 100% RACJI. Odpisałem Mu tak…

FAJERWERKI NA PRERII

Pojechałem po race. Jest takie rancho przy drodze wyjazdowej z naszej wioski na którym stoją dwa stare kontenery. Przez większą część roku wyglądają na porzucone, ale przed Sylwestrem oraz przed świętem Czwartego Lipca ożywają – zostają oświetlone dwoma wojskowymi reflektorami, do tego ktoś wiesza na nich lampki oraz ustawia obok, tuż przy drodze, namalowany szprejem na desce prosty znak: FAJERWERKI. Tam właśnie pojechałem na zakupy.

ŚWIĄTECZNY TELEFON OD SZWAGIERKI

Wróciłem z Pasterki, siadłem na porczu, siorbałem kawę z niebieskiego kubeczka i czekałem cierpliwie na telefon od Szwagierki. Miałem pewność, że zadzwoni. Pomimo, że wrzaski przez ocean będą ją słono kosztowały, a ona jest raczej chytra.

Kociewie pamięta!

Dostałem na święta zdjęcie Pelplina robione we Wigilię. I zawiadomienie, że śniegu nie ma, za to metka cały czas dostępna u Gzeli. To dobrze, bo po tym jak Pan Gzella sprzedał swoją rodzinną firmę w ręce Sokołowa, obawiamy się wszyscy, że korporacja stopniowo zrezygnuje z produkowania kociewskich wędlin i zacznie pakować we flak to samo, co pakują wszędzie indziej.

LISTOPAD NA PRERII

Urodziłem się o szóstej rano. A dokładnie 11 minut po 6. (Nie wiem skąd oni biorą takie „11 po”? Czy to moment przecięcia pępowiny, czy co? Skąd ta precyzja co do minuty w sytuacji ogólnego bałaganu, który trwał wiele godzin?)

Mój Ojciec Stanisław Cejrowski

Od lat na różnych targach podchodzą do mnie muzycy jazzowi. Wielu pamiętam z twarzy lub nazwiska. Ściskają ręce, przytulają się, wspominają mojego Ojca i przelewają całą swoją miłość do Niego na mnie.

HALLOWEEN 2019

Ktoś wyciągnął na mnie jakiś mój starożytny tekst o halloween, w którym WC pisze, że nie rozumie czemu kler czepia się tego święta. Wtedy nie rozumiałem…

WC: Państwo są wspaniali!

Państwo są wspaniali! Stoję sobie na tych Targach Turystycznych i zasadniczo nic nie robię tylko stoję. W trakcie tego stania odbieram wyrazy miłości – osiem godzin czystej miłości bez przerwy.

“OJCZE NASZ”

– Panie Cejrowski, a po co Panu tyle tych “Ojcze nasz” – pyta ktoś, gdy proszę, by w zamian za foto ze mną odmówił wieczorem jedno “Ojcze nasz”.
Powiem Państwu po co mi one:…