DZIENNIK POKŁADOWY

MUFF

27 lutego 2019 | Dziennik nie-polityczny

Największy chłop w naszej wiosce to Muff. Nie wyróżnia się niczym poza wielkością. Najczęściej tacy wielcy są albo przesadnie spokojni, albo mocno agresywni, albo głupi, albo dają się prowokować i wybuchają od byle czego. Nasz Muff jest jak najbardziej normalny, przeciętny i pospolity – gdyby nie rozmiar, powiedziałoby się, że jest średni, a nawet trochę nijaki.

To zasługa jego matki, która posyłała swojego “olbrzymka” na lekcje baletu. Tak! I musiała w tym celu dojeżdżać do wielkiego miasta, bo w naszej okolicy lekcje baletu… nie znajdują nabywców.

Kowbojski syn i balet? Wybitna mądrość matki!

Na tych lekcjach – daleko od domu – Muff był wyśmiewany i poniżany przez kolegów (głównie koleżanki). Nauczył się najpierw znosić poniżanie, a potem je całkowicie ignorować. I zrobił się odporny jak głaz.

Czy ktoś z was prześladuje głazy, za to, że są wielkie? Nikt. A dlaczego? Bo głazy nie reagują. No właśnie! Mądrość matki.

To dzięki niej nasz Muff jest normalny i… zasadniczo nikt nie zauważa jego ogromnych rozmiarów. Jest zbyt wielki, widoczny z daleka, a jednak nie został ani wioskowym głupkiem, ani mrukiem, nie zrobił się agresywny, nie wybucha od byle czego – jest jak najbardziej przeciętny, normalny, prowadzi swoje rancho jak każdy, sprzedaje krowy, jeździ pikapem. I nikt tu u nas nie zauważa jego rozmiarów.

Ale…

Zauważają je czasami, sporadyczni przyjezdni. Wchodzą do naszej knajpy, nieproszeni, siadają na piwko, przy nieswoim stoliku i rozglądają się po “wsiowej budzie”. A potem szukają zaczepki.

***

Był wtedy z nami szeryf. Ale przyszedł na piwko i bez munduru. Kiedy więc czterech chłystków z Kalifornii zaczęło się zachowywać niegrzecznie, szeryf szepnął do przeciętnego faceta siedzącego po lewej stronie:

– Muff?

– Tak, szeryfie?

– Czy mógłbyś na chwilę zapomnieć czego uczyła cię twoja mądra matka?

– Ale czego?

– Że jesteś przeciętny.

– Ale przecież jestem.

– Ale oni tego nie wiedzą – szeryf dyskretnym ruchem głowy wskazał na tych czterech z Kalifornii.

– A szeryf nie może sam?

– Mogę, Muff. Mogę, ale miałem dzisiaj bardzo wyczerpujący dzień, zdjąłem już mundur i właśnie siadłem na pierwsze zimne piwko.

– Szeryfie, ale kto ja jestem, żeby załatwiać takie sprawy?

– Czy możemy się tak umówić, że ja cię właśnie teraz zaprzysięgłem na jednego z moich zastępców, Muff?

– Nie mam gwiazdy.

– Ale ja mam tutaj to moje pierwsze zimne piwko, a ty masz które?

– Trzecie.

– No widzisz, Muff. A ja dopiero umoczyłem wąs w mojej pierwszej piance. Zlituj się człowieku. Wy na tych swoich ranchach owszem pracujecie ciężko, ale potem przychodzicie sobie na piwko i jesteście po robocie. A ja, jestem zawsze na służbie, nawet gdy leżę w łóżku z moją i mam nastrój. Dzwoni telefon i muszę zapomnieć o nastroju. Więc się zlituj, człowieku, i daj mi wypić moje pierwsze zimne piwko.

– Ale ja jestem już po trzech, więc chyba nie mogę zostać zastępcą szeryfa, szeryfie, nie?

– Muff…

– Tak?

– Nigdy ci nie wytykam twoich rozmiarów, bo one nie mają znaczenia, ale jednocześnie obaj wiemy, że trzy piwka nie są w stanie zaszmyrać w tobie nawet odrobinę. Zanim zaczniesz być pod jakimkolwiek wpływem, musiałbyś wypić sześć.

– Hm.

– Muff !

– Ok – Muff westchnął i zaczął wstawać z gracją baletnicy.

– Dziękuję ci, Muff. Naprawdę jestem wdzięczny.

– Szeryfie…

– Co tam jeszcze, Muff?

– Ale ich nie będę dotykał, dobrze?

– Muff, ale ja ci niniejszym pozwalam dotykać, bylebyś ich stąd trwale usunął.

– Mamusia nauczyła mnie robić takie rzeczy bez dotykania.

– No nie wiem, czy w tym przypadku da się bezdotykowo.

– Poradzę sobie. Mamusia uczyła, że wystarczy komuś takiemu rozdeptać baletki, a potem przeprosić. Jeszcze nikt nigdy nie zakwestionował moich przeprosin. Ktoś taki jak ja, w małej szatni dla baletnic, jest skazany na przypadkowe rozdeptywanie baletek.

– Oni nie mają baletek, Muff.

– Mają ten swój samochodzik z otwieranym daszkiem. Mnie ten daszek przypomina dużą płócienną baletkę.

Po tych słowach Muff wyszedł na parking przed knajpą, a my odwróciliśmy się popatrzeć przez frontową witrynę. Podchodząc do kabrioletu, Muff zatoczył się kilka razy, co wzbudziło głośny śmiech u Kaliforniaków. A potem Muff, najwyraźniej bardzo pijany, upadł całym swoim rozmiarem na płócienny dach samochodu. Upadł i zaczął się tam mościć jak w łóżku. Kaliforniaki najpierw zamilkły, a potem wyskoczyły na parking z wrzaskiem. Gdy znaleźli się w pobliżu z pięściami, Muff wstał. Pięści opadły, Muff przeprosił i wrócił do knajpy. Kaliforniaki krzyczały coś na siebie, ale ostatecznie pozwijały jakoś ten zmasakrowany dach, wsiadły i odjechały.

– Coś im powiedział, Muff? – zapytaliśmy, gdy Muff wrócił do swojego piwka.

– Przeprosiłem ich bardzo grzecznie, że się omyłkowo położyłem spać na ich samochodzie. Powiedziałem, że chyba mam za dużo wypite. I znowu przeprosiłem.

– A oni co mówili?

– Nic. Patrzyłem na nich trochę z góry. Tak jak mnie uczyła mamusia.

– Nieprzeciętne! – Jeff poklepał Muffa po plecach.

– Jeff?

– Co jest, Muff?

– Następnym razem, gdybyś mnie kiedykolwiek klepał, to trochę wyżej, dobrze?

– Ok, ale… Coś się stało?

– Nic. Po prostu nie lubię, gdy się mnie klepie po tyłku. Akurat ja mam plecy trochę powyżej przeciętnej, Jeff. Na ogół cieszę się, że nikt z was tego nie zauważa, ale są wyjątki.



Strona www.cejrowski.com jest strefą wolną od tzw. “hejtu”, słownych przepychanek itd. Dlatego nie ma tu typowych komentarzy (co zaoszczędza też czas, który można spędzić dużo lepiej 🙂 ) Jeżeli chcą Państwo coś napisać odnośnie powyższego wpisu, proszę wypełnić poniższy formularz. Jeżeli będzie to konstruktywna uwaga, zostanie przeczytana, ale nie pojawi się na stronie.

Komentarz dotyczący wpisu: MUFF

7 + 8 =

POZOSTAŁE WPISY

CZARY

Pouczający tekst we Frondzie. O wielu z tych rzeczy się nie wie i uważa je za normalne lub niegroźne. Nie wiem sąd tam się wzięła opinia na temat moich książek taka oto: “przedstawia kontakty z szamanami jako coś normalnego”, ale cała reszta pouczająca.

KONFEDERACJA

Przeanalizowałem. Gdybym musiał głosować dzisiaj, to na Konfederację.
Ważne dla mnie są takie sprawy: zakaz zabijania dzieci, kapitalizm, wolny rynek, walka z Unią, wybory bezpośrednie, bez list partyjnych.

CZARNY PROCH, CZARNY RUM

Napisał do mnie niejaki Gluten (opowieści o tym Osobniku pojawiają się tu od kilku lat w okresie Jarmarków Dominikańskich – kto zechce niech poszuka w historii). Napisał i pyta czemu nie piszę? Czy mnie wąż w dupsko ukąsił?

HACJENDA

Zaprosili mnie na Hacjendę. Właściciel ma korzenie irlandzkie i o nich pamięta. Ma też kuzynów i szwagrów, którzy pamiętają. Amerykanie od wielu pokoleń, ale pamiętają i toasty wznoszą chórem zmieniając akcent na irlandzki.

CRAZY JACK

Wściekły Jack nigdy się nie dorobi majątku na ciesiółce. Zbyt wiele rzeczy przy okazji rozwala i musi naprawiać. Przychodzi do kogoś na robotę, wyczuje węża i zaczyna się demolka.

ŻUCIE NA PRERII

– Czym plujesz, Jeff? Równie dobrze mogłem go zapytać “Co żujesz Jeff?”, ale ponieważ akurat splunął… Jeff płynnym ruchem przejechał po kieszonce na sercu, wyciągnął stamtąd okrągłe pudełko popularnego tytoniu. Jeden ruch, ćwiczony wiele razy każdego dnia, przez wiele lat życia od nastolatka do śmierci. Ten ruch, płynny, bezwiedny, jak oddychanie, mają tu wszyscy kowboje, bo wszyscy żują tytoń. Żują i plują.

ADAMOWICZ, OWSIAK, PLASTELINA

Gdy Afgańczyk ugodził nożem ciężarną Polkę zabijając jej dziecko, nie było żałoby, jest cisza. A śmierć Adamowicza jest celebrowana jakby zmarł Stalin – wszyscy zobowiązani płakać.