TRZECI KOSMETYK w KOSZYKU (licząc w kolejności ceny) 33% TANIEJ!

JADĘ PRZEZ USA I MI PIERZCHNĄ USTA

utworzone przez | 21 Maj 2018 | Dziennik pokładowy, Dziennik rozrywkowy | 0 komentarzy

Ruszyłem w stronę Polski. Podróż z Arizony zajmuje mi dziesięć dni.

Czym Pan jedzie, panie WC, że tak długo: rowerem, kajakiem, balonem?

Zygzakiem jadę, ot co. I tak co roku od lat – ZYGZAKIEM. Ludzie normalni jadą samochodem na lotnisko, a potem w jeden dzień są w Polsce. Mnie to nudzi i męczy; takie rącze tempo. Wybieram więc lotnisko odległe od Arizony i najpierw jadę powolnym zygzakiem, na przykład do Kuzyneczki w Texasie albo do Stryjaszka Buffetta na Florydę, a dopiero potem – gdy odpocznę zygzakiem – siadam w samolot, jak ludzie normalni.

No więc jadę teraz i oglądam prerię. Jadę i stwierdzam, że preria przez trzy dni jazdy jest taka sama, jak w Arizonie. Ale.. po drodze spotykam wreszcie inne twarze niż Ed, Jeff i cała reszta naszej wioski, którą to Resztę znam na pamięć, a oni mnie i oglądaliśmy się codziennie przez pół roku.

***

Siadam w innym barze, niż ten nasz, oglądam inne słoje z innymi wężami, niż nasze Miedziane Łby w occie. Jest inaczej, a jednak, jak w domu. Niektóre z tych knajp spotykanych po drodze pamiętam z lat poprzednich, a oni tam, w barach, pamiętają mnie, co zawsze trochę zadziwia i niepokoi.

Posłuchajcie…

Jest wieczór, siadam przy szynkwasie, a barman podaje mi margaritę ze słowami:

– Pan zdaje się lubi bez soli, prawda?
– Ym.
– No właśnie tak coś pamiętam.
– Ym?
– Nie ma co się dziwić: mam oko barmana.
– Ym.
– Pan znowu wraca do Polski?
– Ym.
– Właśnie zawsze chciałem zapytać, czemu pan tylko wraca, a nigdy nie jedzie tędy w stronę Arizony?
– Bo do Arizony jadę na Boże Narodzenie, więc lecę wprost. W tempie europejskim, pośpiesznym. Natomiast po pół roku siedzenia na prerii już mi się tak nie śpieszy, więc wracam sobie spokojnie: zygzakiem.
– Ym – odpowiedział barman ze zrozumieniem.

***

Inny barman, w innym barze, gdzieś w Nowym Meksyku, poprosił mnie o prawo jazdy. Na nastolatka nie wyglądam, ale skoro on mnie nie zna, to zanim poda margaritę musi formalnie potwierdzić, czy jestem pełnoletni. Sprawdzają nawet tych brodatych gości z zespołu ZZ Top – rutyna. Popatrzył na moje prawo jazdy, zobaczył nazwisko…

– O!
– Ym.
– E…
– Ym.
– E… a jak to się wymawia?
– Nie wiem. Nazwisko mam po Ojcu i Ojciec mi nigdy nie powiedział jak to się wymawia. Może pan mi powie, a ja się pośmieję.
– E…
– Ym.

A potem wyciągnąłem wazelinę, bo mi gęba pierzchnie od suchego powietrza prerii i od jeszcze suchszego w barze, gdzie klima podkręcona na full 5. Pomazałem se usta, siedzę, popijam margaritę małymi łyczkami.

Barmana zamurowało, patrzy na szminę, którą kręcę w palcach, a potem woła wszystkich i robi zbiegowisko:

– Chłopaki! Chodźta tutaj, bo mamy u nas kogoś sławnego! Pan się nie obrazi, panie, e… a pańskie imię jak się wymawia, bo nazwiska nie dam rady?
– Też mi Ojciec nie powiedział. Całe życie wołał do mnie “Synu”. Nazwisko mam z Polski, a imię jeszcze bardziej polskie.
– E… no tak. To jak ja mam na pana mówić? – pyta barman.
– W Arizonie mówią na mnie “Gringo”.
– Trochę obraźliwe…
– Nie obrażam się. Mam tam rancho i wszyscy mówią na mnie Gringo. Wszyscy.
– OK! Chłopaki, chodźta, bo mamy tu na naszym zadupiu kogoś sławnego! Patrzcie co ten pan ma: wazelina z własnym nazwiskiem! Takie samo jak na prawie jazdy, e… , niewymawialne, ale takie samo!

Zrobiło się zbiegowisko i zostałem sławny w miejscowości, której nie ma na mapach, bo zbyt mała.

***

Tak, tak – stosuję wazelinę w sztyfcie, gdy mi gęba pierzchnie. I jakoś nie poczuwam się do wstydu – niech się wstydzi ten kto widzi. Kompleksów nie mam, więc wazelinuję publicznie, a jeśli się komuś nie podoba, niech odwróci wzrok i podziwia inny element pejzażu.

***

Wypuściłem w zeszłym roku kilka kosmetyków na lato, w tym szminę z wazeliny z moim nazwiskiem. Już Państwu tu kiedyś mówiłem, że WSZYSTKO czym handluję produkuję również dla siebie, a nie tylko na handel. Wszystko – yerbę, matera, koszule i tę szminę też. A jaki szpan, gdy wyciągasz własną ze swoim nazwiskiem. Zegarek grawerowany za pięć tysięcy dolców robiony na konkretną osobę to nie jest żadna sztuka, ale coś tak prozaicznego, jak zwykła wazelina… Robi wrażenie. Większe od “dedykowanego” zegarka.

– Kim pan jest?! – pytają.

A ja ze szczerą radością odpowiadam tak:

– Tu, u was, jestem nikim. NIKIM. I tak trzymać

baj

Aby dyskusja pod postami była merytoryczna i "na poziomie", można komentować tylko będąc zalogowanym na stronie.

ZALOGUJ SIĘ

Nie masz jeszcze konta? ZAREJESTRUJ SIĘ

 

0 komentarzy

Wyślij komentarz

KIEDY MĄKA???

Pytają Państwo kiedy znowu będzie mąka z żyta Wojciecha Cejrowskiego.
Podobno się pakuje... znaczy: jest pakowana 🙂 Będziemy informować.

DZIENNIK ROZRYWKOWY

OSTATNIE WPISY

DZIEŃ DZIADKÓW

Babcia i dziadek – w przyszłym tygodniu ich święto, o którym czasami człowiek pamięta „po” zamiast „przed”.

Książka Jacka Pałkiewicza

Będąc w Polsce, miałem w ręku kolejną książkę Jacka Pałkiewicza (co widać na załączonej fotografii), która ukaże się w październiku. Lubię...

SZWAGIERKA JEST CHYTRA

Szwagierka jest chytra i to bardzo ułatwia nasze kontakty. Jest chytra, a więc przewidywalna, czyli daje się łatwo ogrywać.No na przykład:...

Dwa kilo czytania

Książki piszę tak by można je było czytać w kolejności dowolnej – to nie powoduje utraty przyjemności i nie istnieje „kolejność...

DZIENNIK POLITYCZNY

OSTATNIE WPISY

Polskie wojsko – cudze wojny

Polacy nie powinni wysyłać wojsk na cudze wojny !!! Niech Izrael walczy skoro jest pompowany przez USA dolarami i bronią – tak mi napisał wczoraj kolega i MA 100% RACJI.

Niepodległość.

Ciągle walczę o niepodległość – o wolność i niepodległość. O osobistą i o tę państwową.

Czy wolno krytykować PIS?

Po występie na Ursynowie, pewna Pani, którą pamiętam z twarzy (bywa na występach), szanuję i cenię, Pani, która stawała publicznie w mojej obronie – ta Pani podeszła do mnie z pouczeniem, które trudno mi zignorować.

Pin It on Pinterest

Share This
Twój koszyk
0