DZIENNIK POKŁADOWY

JADĘ PRZEZ USA I MI PIERZCHNĄ USTA

10 maja 2018 | Dziennik nie-polityczny

Ruszyłem w stronę Polski. Podróż z Arizony zajmuje mi dziesięć dni.

Czym Pan jedzie, panie WC, że tak długo: rowerem, kajakiem, balonem?

Zygzakiem jadę, ot co. I tak co roku od lat – ZYGZAKIEM. Ludzie normalni jadą samochodem na lotnisko, a potem w jeden dzień są w Polsce. Mnie to nudzi i męczy; takie rącze tempo. Wybieram więc lotnisko odległe od Arizony i najpierw jadę powolnym, zygzakiem, na przykład do Kuzyneczki w Texasie, albo do Stryjaszka Buffetta na Florydę, a dopiero potem – gdy odpocznę zygzakiem – siadam w samolot, jak ludzie normalni.

No więc jadę teraz i oglądam prerię. Jadę i stwierdzam, że preria przez trzy dni jazdy jest taka sama, jak w Arizonie. Ale.. po drodze spotykam wreszcie inne twarze niż Ed, Jeff i cała reszta naszej wioski, którą to Resztę znam na pamięć, a oni mnie i oglądaliśmy się codziennie przez pół roku.

***

Siadam w innym barze, niż ten nasz, oglądam inne słoje z innymi wężami, niż nasze Miedziane Łby w occie. Jest inaczej, a jednak, jak w domu. Niektóre z tych knajp spotykanych po drodze pamiętam z lat poprzednich, a oni tam, w barach, pamiętają mnie, co zawsze trochę zadziwia i niepokoi.

Posłuchajcie…

Jest wieczór, siadam przy szynkwasie, a barman podaje mi margaritę ze słowami:

– Pan zdaje się lubi bez soli, prawda?
– Ym.
– No właśnie tak coś pamiętam.
– Ym?
– Nie ma co się dziwić: mam oko barmana.
– Ym.
– Pan znowu wraca do Polski?
– Ym.
– Właśnie zawsze chciałem zapytać, czemu pan tylko wraca, a nigdy nie jedzie tędy w stronę Arizony?
– Bo do Arizony jadę na Boże Narodzenie, więc lecę wprost. W tempie europejskim, pośpiesznym. Natomiast po pół roku siedzenia na prerii już mi się tak nie śpieszy, więc wracam sobie spokojnie; zygzakiem.
– Ym – odpowiedział barman ze zrozumieniem.

***

Inny barman, w innym barze, gdzieś w Nowym Meksyku, poprosił mnie o prawo jazdy. Na nastolatka nie wyglądam, ale skoro on mnie nie zna, to zanim poda margaritę musi formalnie potwierdzić, czy jestem pełnoletni. Sprawdzają nawet tych brodatych gości z zespołu ZZ Top – rutyna. Popatrzył na moje prawo jazdy, zobaczył nazwisko..

– O!
– Ym.
– E…
– Ym.
– E… a jak to się wymawia?
– Nie wiem. Nazwisko mam po Ojcu i Ojciec mi nigdy nie powiedział jak to się wymawia. Może pan mi powie, a ja się pośmieję.
– E…
– Ym.

A potem wyciągnąłem wazelinę, bo mi gęba pierzchnie od suchego powietrza prerii i od jeszcze suchszego w barze, gdzie klima podkręcona na full 5. Pomazałem se usta, siedzę, popijam margaritę małymi łyczkami.

Barmana zamurowało, patrzy na szminę, którą kręcę w palcach, a potem woła wszystkich i robi zbiegowisko:

– Chłopaki! Chodźta tutaj, bo mamy u nas kogoś sławnego! Pan się nie obrazi, panie, e… a pańskie imię jak się wymawia, bo nazwiska nie dam rady?
– Też mi Ojciec nie powiedział. Całe życie wołał do mnie “Synu”. Nazwisko mam z Polski, a imię jeszcze bardziej polskie.
– E… no tak. To jak ja mam na pana mówić? – pyta barman.
– W Arizonie mówią na mnie “Gringo”.
– Trochę obraźliwe…
– Nie obrażam się. Mam tam rancho i wszyscy mówią na mnie Gringo. Wszyscy.
– OK! Chłopaki, chodźta, bo mamy tu na naszym zadupiu kogoś sławnego! Patrzcie co ten pan ma: wazelina z własnym nazwiskiem! Takie samo jak na prawie jazdy, e… , niewymawialne, ale takie samo!

Zrobiło się zbiegowisko i zostałem sławny w miejscowości, której nie ma na mapach, bo zbyt mała.

***

Tak, tak – stosuję wazelinę w sztyfcie, gdy mi gęba pierzchnie. I jakoś nie poczuwam się do wstydu – niech się wstydzi ten kto widzi. Kompleksów nie mam, więc wazelinuję publicznie, a jeśli się komuś nie podoba, niech odwróci wzrok i podziwia inny element pejzażu.

***

Wypuściłem w zeszłym roku kilka kosmetyków na lato, w tym szminę z wazeliny z moim nazwiskiem. Już Państwu tu kiedyś mówiłem, że WSZYSTKO czym handluję produkuję również dla siebie, a nie tylko na handel. Wszystko – yerbę, matera, koszule i tę szminę też. A jaki szpan, gdy wyciągasz własną ze swoim nazwiskiem. Zegarek grawerowany za pięć tysięcy dolców robiony na konkretną osobę to nie jest żadna sztuka, ale coś tak prozaicznego, jak zwykła wazelina… Robi wrażenie. Większe od “dedykowanego” zegarka.

– Kim pan jest?! – pytają.

A ja ze szczerą radością odpowiadam tak:

– Tu, u was, jestem nikim. NIKIM. I tak trzymać

baj



Strona www.cejrowski.com jest strefą wolną od tzw. “hejtu”, słownych przepychanek itd. Dlatego nie ma tu typowych komentarzy (co zaoszczędza też czas, który można spędzić dużo lepiej 🙂 ) Jeżeli chcą Państwo coś napisać odnośnie powyższego wpisu, proszę wypełnić poniższy formularz. Jeżeli będzie to konstruktywna uwaga, zostanie przeczytana, ale nie pojawi się na stronie.

Komentarz dotyczący wpisu: JADĘ PRZEZ USA I MI PIERZCHNĄ USTA

1 + 12 =

POZOSTAŁE WPISY

PIERWSZY WYSTĘP 2018 – SIEDLCE

W Siedlcach było mi bardzo dobrze. Trzeci występ rok po roku w pełnej sali, a część osób (zmartwiona) odeszła spod sali z braku biletów. Lubię tę salę – bardzo wygodna i kupili sobie też nowy rzutnik jak żyleta. Obsługa sali pamiętała wszystkie zeszłoroczne ustawienia świateł i mikrofonów, więc próba przed występem trwała 5 minut bo naprawdę nie musiałem niczego poprawiać. Czyli Siedlce są pod tym względem jak Ameryka. Dziękuję!

DZIEŃ MATKI

Szanowni, W tym tygodniu odpalam nowe przedstawienie. Kolejna trasa z występami po polskich miastach – bardzo się na to cieszę, lubię moją robotę! A ponieważ w sobotę jest Dzień Matki, postanowiłem do kilku najbliższych występów dołożyć coś na ten temat. Coś, czego normalnie nie gram.

MAPA

Zrobiliśmy dla Państwa nową mapę. Mapy ozdobne do moich książek podróżniczych robi od lat Agnieszka Rajczak. Teraz poprosiłem o mapę interaktywną. Pozaznaczam szpilkami różne miejsca, a potem Państwo sobie klikną i… zjadą w tę mapę – aż do piramidy Majów, na której kręcimy “Boso..”…

KOMUNIA CHRZEŚNIAKA

Zaczynam wyganiać krowy do sąsiada. Rancho w Arizonie trzeba zostawić na pięć miesięcy, okiennice zamknąć, okna i drzwi założyć sztabami na wypadek tornada, wodę z rur spuścić, a rury pozatykać drucianymi zmywakami do garów – aby węże nie wlazły. Jadę do Polski!

POLOWANIE NA MIEDZIANE ŁBY

Jeff, Ed i ja pojechaliśmy polować na węże. Coś takiego na prerii nazywa się snake hunt. Mieliśmy zebrać dla mnie trzydzieści wężowych głów. Potem miałem je ususzyć i rozwiesić na krzakach dookoła mojego domu, jak bombki na choinkach – to z kolei miało mnie zabezpieczyć przed innymi wężami.

PREZENT DLA CHRZEŚNIAKA

Za miesiąc jeden z Chrześniaków ma Pierwszą Komunię Świętą. Co z prezentem? Prezent od Chrzestnych był zawsze ważny. Kiedyś to był krok ku dorosłości, czyli zegarek – panujesz nad sobą, nad czasem, stajesz się gospodarzem, a nie tylko podlegasz zarządzaniu. Zegarek – samodzielność, kawałek samostanowienia.

WOREK ŁBÓW

Obsypałem posesję dookoła granulatem na węże. Trochę cuchnie, ale dość już mam tych małych szarych, których nie widać w trawie. Nawet nie chce mi się pytać u sąsiadów co to za gatunek, bo gdy pytasz, to ci odpowiedzą, a ja nie chcę wiedzieć w jakim stopniu te małe zygzakowate, przypominające wyglądem grzechotnika, są niebezpieczne. Nie chcę wiedzieć.

KURUPI CLASICA

Jest gorąco, wkrótce lato więc część mateistów powinna zacząć pić yerbę na zimno – to samo co herbata mrożona, tylko z yerby – wtedy mówimy na to dla odróżnienia terere (a nie mate).

Egzekucja dwuletniego chłopca

W Wielkiej Brytanii w poniedziałek ma odbyć się egzekucja dwuletniego chłopca. Alfie Evans leży w szpitalu z nierozpoznaną chorobą. Jest “w śpiączce”. Rodzice publikują filmy, na których widać jak dziecko ziewa, przeciąga się, ssie smoczek, otwiera oczy na głos rodziców i reaguje na bodźce, mimo ogromnych dawek środków usypiających podawanych mu przymusowo przez szpital.

FLAGA

Wiele osób drażni, że u Rachonia, mam za plecami flagę USA, a polskiej brak. Szanowni Państwo, to są DEKORACJE do programu, w którym omawiamy sprawy amerykańskie…