DZIENNIK POKŁADOWY

CHRZEŚNIACY, SZWAGIERKA I PYŁ ARIZONY

27 stycznia 2018 | Dziennik nie-polityczny

Byli u mnie Chrześniacy.

Na prośbę Szwagierki napisałem im zwolnienie do szkoły, bo opuścili 10 dni lekcji.

I gdzie to zwolnienie? – pyta, gdy Chrześniacy już dotarli do Polski i nie przekazali nic od Stryjaszka.

Wysłałem pocztą. Prosto do Pani Dyrektorki.

Wysłałeś?! Chciałam najpierw przeczytać!

To moja prywatna korespondencja z Dyrektorką.

Ale w sprawie moich synów!

Nadal moja prywatna i są to też moi synowie.

Chrzestni.

Czyli mam takie same prawa i obowiązki jak ojciec biologiczny. Jestem jego prokurentem.

Ale ja jestem matką!

Ale nie jesteś moją żoną, więc wobec ciebie mam zero zobowiązań, a ty nie masz żadnych praw do czytania moich listów.

Wrrr.

***

W gruncie rzeczy działałem w obronie Szwagierki – gdyby zobaczyła co napisałem, to by padła. A tak, nie padła, tylko może być częścią dalszą tej opowieści. Szwagierka, która nie ogląda TV, nie stosuje internetu, je zdrową żywność i nie wie co to KOD. Zupełnie nie wiem jak mam ją interpretować, bo z jednej strony jest zielona, ale z drugiej strony nie wie co to KOD (czyli.. też jest zielona tylko pozytywnie).

Usprawiedliwienie było takie:
Szanowna Pani Dyrektor, uważam, że szkoła uczy mało. Zabrałem więc moich Chrześniaków ze szkoły w kilka miejsc, dzięki czemu wrócili do Pani mądrzejsi, niż byliby chodząc w tym czasie do szkoły. Mam nadzieję, że nie będzie im Pani robiła kłopotów z tego tytułu. Oczywiście mogłem załatwić zwolnienie lekarskie, bo w tym czasie mieli katar, ale wolę pisać prawdę. WC

***

Na zakończenie pobytu w Arizonie, miałem Chrześniaków odwieźć na lotnisko i wstawić do samolotu. Odwiozłem, wstawiłem, z tym że odwiozłem ich na inne lotnisko, niż było przewidziane. Dla nich to jedna przesiadka mniej, ale przede wszystkim chciałem, żeby po drodze zobaczyli Amerykę. Wymieniłem bilety i zamiast z Arizony lecieli z Texasu.

Do Texasu pojechaliśmy samochodem, bocznymi drogami, wzdłuż granicy z Meksykiem, na co Szwagierka absolutnie nie dała autoryzacji. To znaczy nie dała autoryzacji w zeszłym roku, a w tym roku nie pytałem. I tak mnie nie lubi, więc niezatwierdzona jazda samochodem w niczym nie pogorszy naszych stosunków.

Chrześniakom się podobało. Szczególnie, gdy Stryjaszek się zgubił, nie było co jeść i musieliśmy łapać ryby, a potem piec je zawinięte w mokrą gazetę i zakopane w popiele. Byli zachwyceni, gdy musieli spać w bagażniku samochodu (wynająłem Dodge Caravan i jak się poskłada tylny rząd siedzeń, to trzy osoby dorosłe śpią wygodnie). Nasze zaginięcie trwało 20 godzin i w tym czasie nie natknęliśmy się na nikogo.

(O tym jak dokładnie zaplanowane było to “zaginięcie”, opowiem im za kilka lat – na razie niech żyją rozmarzeni przygodą.)

***

Na lotnisko w Dallas dojechaliśmy szczęśliwie, choć bez prysznica. Błagali by nie zmywać z nich tego, czym się umazali w czasie naszej eskapady. Nie nalegałem – wsadziłem ich do samolotu, stewardessie dałem napiwek i poprosiłem by absolutnie i pod żadnym pozorem nie zmuszała tych dzieci do umycia buź.

Na jej pytanie: ale co to jest?

Odpowiedziałem: Droga Pani, to jest pył Texasu, a pod spodem pył Nowego Meksyku, a jeszcze głębiej pył z Arizony. Dla tych chłopców to jest coś takiego jak najdroższy najbardziej markowy puder jaki miała Pani na nosie.

Kiwnęła głową ze zrozumieniem, uśmiechnęła się, zabrała brudnych chłopców do samolotu, i tak polecieli.



Strona www.cejrowski.com jest strefą wolną od tzw. “hejtu”, słownych przepychanek itd. Dlatego nie ma tu typowych komentarzy (co zaoszczędza też czas, który można spędzić dużo lepiej 🙂 ) Jeżeli chcą Państwo coś napisać odnośnie powyższego wpisu, proszę wypełnić poniższy formularz. Jeżeli będzie to konstruktywna uwaga, zostanie przeczytana, ale nie pojawi się na stronie.

Komentarz dotyczący wpisu: WPIS O PYLE

13 + 10 =

POZOSTAŁE WPISY

PRAWO DŻUNGLI NA PLAŻY

Nadchodzi ostatni wikend Jarmarku Dominikańskiego i proszę uważać, bo ja tym razem w Gdańsku będę tylko we czwartek i w sobotę. W piątek jadę na cały dzień do Darłówka k.Darłowa.

TO MNIE WKURZA

W zeszły weekend w Gdańsku mogłem nagrać dwa segmenty z serii “To mnie wkurza”. Wkurzyli mnie i ZASMUCILI Harcerze z ZHP. Mieli zlot ogólnopolski, ale bez mundurów.

BABECZKA

Podchodzi do mnie wczoraj Babeczka i prosto z mostu prosi tak: – Czy może Pan o mnie napisać na swoim fejsbuku?

BUBLOWNICY

Jest tu jeszcze Zakątek Bublowników oraz Zakątek Szmaciarzy. Bublownicy mają złom. Niekoniecznie metalowy. Na ceratach rzuconych wprost na ziemię wywalają wszystko jak leci i są to przedmioty wszelkie, nieposortowane i do niczego nieprzydatne nikomu.

ZAKĄTEK KIBLOWNIKÓW

Było to tydzień temu. Na moim stoisku pojawił się facet znany Państwu z mojego fejsbuka jako Mr.Gluten. Kiedy zamknąłem sprzedaż, ruszyliśmy razem w stragany tak zwanych Kiblowników.

ZAMUROWANY

Zabrałem na Jarmark kumpla z USA – tego, który pomagał mi stawiać westernowy wiatrak do pojenia krów. Na Boże Narodzenie zawiozłem mu do USA stary zegar szafkowy w prezencie, bo on jest mechanik (od wiatraków) i bardzo ceni sobie stare mechanizmy działające bez szwanku ponad sto lat. Ma tych zegarów kilka, dostał kolejny i zawiesił w kantorku koło warsztatu, gdzie składa te wiatraki.

BUSZUJĄCY W KLAPKACH

Na Jarmarku Dominikańskim stoję dziś na przeciwko PTTK, czyli zasadniczo po staremu. Wczoraj po robocie poszedłem w stragany. Myślałem, że jestem przebrany nie do poznania i nikt mnie nie będzie gonił – założyłem klapki.

SZWAGIERKA WYSZŁA

Porozmawialiśmy przy rodzinnym stole ze Szwagierką. Gospodarz wieczoru bywa przekorny i posadził nas obok siebie celowo. Mówiłem mu, że to nie jest roztropny pomysł, ale nie chciał słuchać.

MIASTOWE

Miastowe, po tekście o kurach, piszą mi żebym zainstalował koguta, to będę miał lepsze wyniki w jajach. No przecież mam koguta! Jak można mieć kury bez koguta? Jak można jajów wymagać bez koguta? Nie można! Mam.

MOJE KURY

Myślałem, że ten numer już w tym roku nie zadziała, a jednak… Posłuchajcie… Przed zeszłorocznym wyjazdem na zimę do Arizony oddałem moje polskie kury do przechowania Stryjowi. Stryj je trzymał u siebie, karmił i miał z tego jaja, jako zapłatę. Gdy wróciłem na gospodarstwo PL, odebrałem kury (minus jedna, która zdechła).

WOJTEK BEZ PORTEK

Zajechałem dziś do miasta. Wchodzę do kiosku, a tam babeczka mówi do mnie tak: – Pisali o panu wczoraj we wszystkich gazetach. – Ciągle coś tam piszą. Szkoda sobie głowę zawracać. Poproszę tabakę, zapałki i znicz. – W naszych lokalnych napisali, że będzie pan ambasadorem…

SZWAGIERKA PROTESTUJE…

– Czym was mył?!!!
– Karabinem na wodę, Mamusiu. Stryjaszek ma taki karabin na wodę do szorowania pomostu…
– I tym was mył ?!
– Co wieczór. Mówił, że nas nie wpuści do domu takich brudasów i wtedy zapuszczał karabin wodny i nas szorował na podwórku.