Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił

Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił

AUTOR:

Kevin M. Connolly

Seria Biblioteka Poznaj Świat

232 strony

 

Niezwykła podróż autora – chłopaka bez nóg – który pojechał poza USA fotografować, tych którzy gapią się na niego.

35,00 

Pozostało tylko: 8

Prowadził nas los. Kinga & Chopin

AUTOR:

Kinga Choszcz

Seria Biblioteka Poznaj Świat

528 stron

Pięcioletnia podróż Kingi i Chopina dookoła świata.

Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił

Kevin M. Connolly

  • amerykański fotograf
  • absolwent University of Montana (wydział filmu i fotografii)
  • narciarz
  • podróżnik.

Pewnego dnia postanowił objechać świat, poznać różne kultury i ciekawych ludzi. I skutecznie to realizuje, udowadniając, że fizyczne ograniczenia nie są żadną przeszkodą. Kevin… urodził się bez nóg.

Ludzie przyglądali się Kevinowi od zawsze. Jedni ukradkiem, inni natarczywie. Niektórzy robili mu zdjęcia. Chłopak bez nóg, do tego śmigający na deskorolce, budził sensację. Wreszcie Kevin stracił cierpliwość i zaczął fotografować tych, którzy się na niego gapią. Po zrobieniu kilkuset zdjęć stwierdził, że reakcje gapiów są zawsze takie same, niezależnie od wieku, rasy, płci. Kupił więc profesjonalny aparat, spakował plecak, trzy pary zapasowych kółek do skateboardu, i pojechał w świat, podglądać gapiów spoza USA. Z tej trwającej kilka miesięcy podróży przywiózł tysiące zdjęć – tak powstała wystawa “The Rolling Exhibition”, o której napisano: “15 krajów, 31 miast, 32 tysiące zdjęć, jedno spojrzenie”. A swoje przygody opisał w tej książce.

– Wojciech Cejrowski

Fragment książki Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił:

***

Byłem ponad dwanaście tysięcy kilometrów od swojego domu w Helenie, ale kiedy pociąg wiózł mnie z jednego krańca nowozelandzkiej Wyspy Południowej na drugi, nadal odruchowo szukałem podobieństw między Montaną i Nową Zelandią. Potężne góry w kolorze słomy wciąż były ośnieżone w najwyższych partiach. Ich wielkość potęgował jeszcze fakt, że wyrastały z zupełnie płaskich równin. Gapiłem się przez okno, podziwiając rozległy widok i miałem wrażenie, że już to chyba kiedyś widziałem. To była skondensowana wersja Montany, tysiące hektarów i krajobrazy ściśnięte i zamknięte małym, postrzępionym widnokręgiem.

Jechałem ekspresem TranzAlpine przez Wyspę Południową, zmierzając na zachodnie wybrzeże, do miasta Greymouth. Pociąg wtoczył się do ciemnego tunelu pod jednym z masywów przypominających południowe Alpy. Kiedy wynurzył się po drugiej stronie, świat zmienił się zupełnie: pokryte kępkami suchych traw równiny ustąpiły miejsca wilgotnej zieleni; bujne paprocie pokrywały stoki po obu stronach torów.
– No, teraz to zdecydowanie inny kraj – pomyślałem, podsuwając się bliżej do swojego nieforemnego plecaka.
Spakowałem się pospiesznie zaledwie kilka godzin wcześniej w Christchurch. A wcześniej kupiłem sobie bilet na podróż po całym kraju, bo bardzo chciałem zobaczyć trochę Nowej Zelandii i zwiać od nudnego życia w ciasnym pokoju akademika.

Ostatecznym celem tej wyprawy było dotarcie do Wyspy Stewart, leżącej niedaleko południowej części wybrzeża. Na mapie wyglądała tak, jakby stanowiła najbardziej wysunięty na południe punkt, do jakiego mógł dotrzeć człowiek – dalej była już tylko Antarktyda. Ogarnęła mnie pasja przygody. Kombinowałem, jak dostać się na wyspę, ale ponieważ zamierzałem niemal wszędzie jeździć autostopem, trudno było mi zaplanować konkretną trasę. Zdecydowałem się więc na pociąg, który miał mnie dowieźć na zachodnie wybrzeże, skąd miałem wyruszyć na południe.

Miałem dwadzieścia lat i po pierwszym roku studiów na Uniwersytecie Stanu Montana w Bozeman przeniosłem się na Uniwersytet Canterbury w Nowej Zelandii w ramach programu studiów zagranicznych. Miałem cztery tygodnie wolnego z racji przerwy semestralnej i chciałem wykorzystać je jak najlepiej. Ponieważ jeszcze nie posiadałem samochodu, pieniędzy ani przyjaciół, postanowiłem wybrać się na wyprawę samotnie. Wycieczka organizowana przez szkołę gwarantowała co prawda cztery tygodnie różnych aktywności, ale ja nie chciałem być dla nikogo zawalidrogą.

Wcześniej w tym samym roku próbowałem nadążyć za grupą, pokonującą pieszo ośmiokilometrową trasę. Przyszedłem cztery godziny po wszystkich. Zmęczony i kompletnie sam na szlaku wściekałem się na siebie, że byłem tak cholernie ostatni z całej czterdziestki piechurów. Wyruszyłem przed nimi, ale co chwila ktoś mnie wyprzedzał. Rzucane słowa otuchy bolały bardziej niż milczenie i służyły jedynie temu, żebym nie zapominał, że niezależnie od pokładów dumy i determinacji, jakie w sobie nosiłem, i tak nic nie mogło zrekompensować krótkiego kroku oraz tego, że dłonie zastępowały mi stopy. Wciąż mając w głowie tamtą porażkę, zdecydowałem, że nie chcę towarzysza podróży. Po prostu przyjąłem do wiadomości, że pojadę sam i już. Czułem, że będzie mi znacznie łatwiej, jeśli nie będę musiał radzić sobie z urażoną dumą ani z oczekiwaniami innych.

***

Opinie o książce Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił można przeczytać na stronie Lubimyczytac.pl

 

Wydawnictwo Bernardinum
Rok wydania 2013
Ilość stron 232
Oprawa twarda

 

Dodatkowe informacje

Waga 1 kg
Wymiary 30 × 20 × 4 cm
ISBN

9788378230496

Autor

Kevin M. Connolly

Recenzje

Napisz pierwszą opinię o „Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił”

Pin It on Pinterest

Twój koszyk
0