CHWILOWO BRAK

Dalej od Buenos

AUTOR:

Stefan Czerniecki

Seria Biblioteka Poznaj Świat

256 stron

 

Podróż po Ameryce Łacińskiej – Argentyna, Chile i Boliwia, zobrazowana mnóstwem zdjęć.

 

35,00 

CHWILOWO BRAK

Stefan Czerniecki Dalej od Buenos

Gdy po kilku wyprawach zacząłem pisać artykuły do gazet, zacząłem otrzymywać spontaniczne wiadomości od Czytelników. Że zostali zainspirowani do spełniania swych własnych Marzeń. Tych przez wielkie “M”. Że podczas lektury w autobusie śmiali się na głos. Że ugryźli kawałek innej rzeczywistości. Uznałem, że może to jest właśnie “to”. Właśnie ta misja. Ta pasja. I spróbowałem napisać coś większego. Spiąć klamrą pewną epokę w mym podróżniczym życiu. Za taką uznałem swoją pierwszą wyprawę w dalekie strony. Tak też powstała książka, która od miesiąca znajduje się w sprzedaży. “Dalej od Buenos” wydana nakładem wyd. Bernardinum, z serii “Poznaj Świat” Wojciecha Cejrowskiego ma w mym zamierzeniu inspirować. Budzić uśmiech na twarzy. Poprawiać humor. Przenosić oczami wyobraźni w miejsca odległe. Egzotyczne. Jeśli tak się stanie, uznam, że misja, którą obrałem, ma sens. Tylko tyle. I aż tyle. “Dalej od Buenos”. Zapraszam do środka.

– Stefan Czerniecki

 

O czym jest ta książka?
Przenocujemy pod skalną ścianą, zmokniemy, będziemy pływać pośród jaskiń, poobserwujemy cielący się lodowiec, zdobędziemy wulkan, posiedzimy w oazie, odbędziemy liczne trekkingi, pooddychamy oceaniczną bryzą, przetrwamy indiański karnawał, kupimy dynamit i… doznamy wielu innych wrażeń!
Będzie sporo o cenach, o obyczajach na argentyńskich campingach, o tym, jak jeździć autobusem po Buenos, aby nie zginąć. Słowem, część z Państwa może tę książkę potraktować jako przewodnik dla wędrujących z plecakiem i namiotem, część zaś – jako wesołą komedyjkę spisaną z wędrówki przez Amerykę Łacińską.

– Wojciech Cejrowski

Fragment książki Dalej od Buenos:

 ***

Wysiadam w El Chaltén i od razu udaję się do centrum dyrekcji parku. Mam dziś szczęście. Warto zatem je wykorzystać.
– Jestem z Polski – zaczynam rozmowę z uroczą panią strażnik…
– He? Cóż w związku z tym?
– No… Od lat marzyłem o tym szczycie… – uśmiecham się najpiękniej jak umiem.
– Gratuluję. Masz nie lada szczęście. Do środy ma być widoczny. To rzadkość. Z reguły Cerro Torre widać tylko przez cztery, pięć dni w miesiącu.
– Tak. Ale mi zależy na czymś jeszcze.
– Tak?… – jej oczy wydają się być zainteresowane.
– Tam jest taki linowy most, po którym można przedostać się na drugi brzeg. I dalej pod sam lodowiec spod ściany Cerro. Ojej, jakim byłbym szczęśliwym człowiekiem, gdyby…
– Nie, gringo – przerywa stanowczo pani strażnik. – To jest tylko dla grup z przewodnikiem idących na lodowiec.
– Perché?… – wymyka mi się po włosku.
– Oho, pan z Włoch? – podchodzi koleżanka strażniczki. – Mam dziadka z Perugii.
– Nie, jestem z Polski i bardzo chciałbym skorzystać z waszego mostu.
– A masz sprzęt? – kontynuuje nowo poznana Argentynka o włoskich korzeniach.
– Jasne – zręcznie ukrywam chwilowe zakłopotanie na twarzy wynikające z faktu, że pod pojęciem „sprzęt” mam na myśli jeden karabinek i półtorametrową pętlę.
– A doświadczenie?
– Ma się rozumieć!
– Czarno to widzę, przyznam szczerze – ściąga mnie na dół, gdy już unoszę się ponad podłogą, wielbiąc swoją wielkość i zaradność.
– Ale tak bardzo mi zależy… Od dzieciństwa marzyłem o tej ścianie. Przyjechałem tutaj specjalnie dla niej – próbuję streścić możliwie najpiękniej mój życiorys.
– Poczekaj tu chwilkę. Muszę do kogoś zadzwonić – na te słowa nadzieja przypomina o swoim istnieniu. I o tym, że przecież dziś 12 stycznia – mój szczęśliwy dzień. Po chwili oczekiwania mam w ręku upragniony świstek. Pozwolenie na jutrzejszą przeprawę przez linowy most. A co się z tym wiąże, na podejście jeszcze bliżej ściany Cerro Torres. Gdybym był dynamitem, z pewnością bym w tym momencie wybuchł. Cel na dzisiaj: camping „Agostini” nad jeziorem Torres. To stąd udają się wyprawy śmiałków pragnących zdobyć szczyt najpiękniejszej góry świata. Pogoda wciąż prześliczna. Nastrój zakłócają jedynie wszędobylskie gzy. Są wielkie, a w dodatku atakują całymi stadami. Trudno. Jedynym rozwiązaniem jest ciągły marsz. Wystarczy stanąć choćby na moment, a zaraz zaczyna się żer. Spoglądam przed siebie: Cerro wciąż bez ani jednej chmurki. Nie mogę uwierzyć. Mijamy troszkę turystów i „turystów”. Jedna ze spotkanych dziewcząt idzie nawet w kostiumie kąpielowym. Dziś jednak nawet to nie jest w stanie wytrącić mnie z błogiego stanu wszechobecnej radości. Jak najęty robię zdjęcia wdzięczącej się ścianie Cerro Torre. Przede mną Ta Jedyna. Tak sobie myślę, że z nią jest trochę jak z uroczą, ale bardzo wstydliwą dziewczyną. Owszem, pokaże się, założywszy uprzednio najpiękniejsze szaty, ale zrobi to tylko przed wybranymi i tylko raz na bardzo długi czas. Ech, te kobiety… Przez to ciągłe robienie zdjęć nie zauważam leżącego pnia. Łup! Przez chwilę cały świat staje mi do góry nogami. Lecę! Instynkt nakazuje jedno: poświęcić kolano, byle tylko uchronić aparat, byle utrzymać go w górze. Kolano krwawi. Leże na ścieżce. Ale co z aparatem? Przez głowę przemykają najstraszniejsze scenariusze. Błagam! Nie dziś! Nie teraz!!! Okazuje się, że uszkodzeniu uległa jedynie osłonka obiektywu. Od tej pory będę musiał mu troszkę pomagać podczas wysuwania. Oddycham z ulga. Mogło być gorzej. Jakże cienka granica dzieli euforię od skrajnej rozpaczy…

***

Opinie o książce Dalej od Buenos można przeczytać na stronie Lubimyczytac.pl

 

Wydawnictwo Bernardinum
Rok wydania 2011
Ilość stron 256
Oprawa twarda

 

Dodatkowe informacje

Waga 1 kg
Wymiary 30 × 20 × 4 cm
ISBN

9788362994854

Autor

Stefan Czerniecki

Recenzje

Napisz pierwszą opinię o „Dalej od Buenos”

Pin It on Pinterest

Twój koszyk
0