|
|
| Yerba Mate |
Co Pan pije, panie Wojtku? - pytają mnie często.
A kiedy odpowiem, że to yerba mate, pytają dalej: A co to
takiego? 
A jak smakuje? A jak to się zaparza?
No i oczywiście na koniec pada pytanie: A gdzie to można kupić?
Żeby sobie oszczędzic odpisywania na liczne maile
w tej sprawie poniżej zamieszczam: Opis
Yerba Mate Opowieść zawierającą
indiański rytuał zaparzania
|
oraz
bezpośrednie przejście na strony
firmy Argentyna Limited, w której od kilku
lat kupuję moją yerbę.
(Można też u nich dostać sprzęt do zaparzania
oraz zestaw dodatkowych informacji o yerbie.)
|
 |
|
 |
NAJSMACZNIEJSZA
JAKĄ ZNAM.
|
 |
Gatunek
sprowadzany przez firmę Argentyna i specjalnie dla niej
pakowany.
Urzekające pudełko i miły smak. Chyba najlepsza mate
dla osób
początkujących, choć jest raczej męska niż subtelna
w smaku. Ma jedną wadę: krótko trzyma. To znaczy szybko
wypłukuje się z niej cała moc. Ale może własnie dlatego
wydaje mi się być świetna dla początkujących.
|
 |
Tę
mate pije najczęsciej. Prosta, solidna, bez udziwnień.
Duże torby, tylko może trochę za krótko trzyma, ale
zawsze przecież można sobie zrobic drugą porcję.
|
 |

Gatunek łatwo dostępny w supermarketach całej Ameryki
Południowej. I to właściwie koniec jego zalet. Smak
pospolity, aromat pospolity, moc pospolita, tylko logo
mają ładne.
|
 |
Tego
gatunku zdecydowanie nie lubię. Jest bardzo delikatny,
zwiewny i damski, ale... ja tam wolę te mocniejsze.
Ponadto zostawia taki dziwny smaczek na zębach. No po
prostu zupełnie nie w moim guście, ale Wam może zasmakuje
najbardziej.
|
 |
|
To
gatunek paragwajski i od niego zaczynałem. Nie wiem,
czy chodzi o tak zwaną pierwszą miłość, co to nie
rdzewieje, czy rzeczywiście to najsmaczniejszy gatunek,
ale mnie do dziś pasuje najbardziej.
Ale uwaga! Pajarito ma wyraźny i ostry smak. Zero
delikatności, zero subtelności - to jest mate w stylu
macho.
(Pajarito niestety nie jest dostępna
w sklepie Argentyna S.A. Moje zapasy pochodzą wprost
z Paragwaju)
|
 |
|
 |
|
Opis
Yerba Mate
Yerba Mate to odkrycie indian Guarani - ich święte
ziele, dar Matki Ziemi. Dzisiaj jest znane - głównie ze
słyszenia - na całym świecie.
Mate uprawia się i pije powszechnie tam, gdzie w XVII wieku
mieszkali Guarani, czyli na terytorium Paragwaju. Ale nie
tym dzisiejszym, okrojonym przez sąsiadów. Dawniej Paragwaj
rozciągał się dużo dalej niż teraz - od stóp wschodnich
Andów aż po wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Sięgał daleko
na ziemie dzisiejszej Argentyny, Urugwaju, Boliwii i południa
Brazylii. Tam żyli Guarani i tam się piło mate. Tam tez
pije się ją do dziś.
Wspomnienie tego dawnego, Wielkiego Paragwaju zostało w
nazwie - Yerba Mate po łacinie to ilex paraguariensis, czyli
Ostrokrzew Paragwajski.
Niekiedy smakosze różnych herbat, w Europie, czy USA, kupują
Yerba Mate w torebkach do zaparzania i piją przez ciekawość
(połączoną z lekką domieszką snobizmu). Twierdzą, że smakuje
podobnie jak inne zielone herbatki - chińskie i arabskie.
Takie picie nie ma wielkiego sensu - wówczas mate traci
cały czar. Z nią jest tak, jak z kwiatem paproci, który
zakwita tylko w noc świętojańską - Mate kwitnie w ustach
pełnym bukietem smaku, jedynie gdy jest właściwie przyrządzona
i podana.

Tradycyjny (indiański) sposób picia przypomina rytuały
związane z paleniem fajki pokoju.
W jednym i drugim przypadku bardzo ważną rolę pełni sprzęt:
Cybuch fajki pokoju był rzeźbiony z kamienia, a niewielkie
naczyńko do mate (matero, albo guampa), powinno być wykonane
ze specjalnego gatunku drewna - Palo Santo (Świety Pień).
Już samo to drzewo jest ziołem - po zmieleniu zaparza się
je i podaje jako lekarstwo na wiele chorób. Wspiera siły
witalne (męskie), urodę (niestety tylko u pań), nerki, kiszki,
żyły i wszystko inne, ale pod warunkiem, że się mocno wierzy.
Ma charakterystyczny silny zapach, który nie wietrzeje.
Drewno, nawet po wyschnięciu i latach używania jako guampa,
zachowuje swój naturalny kolor - intensywną zieleń szczypiorową
- wygląda jak pomalowane bejcą.
Do drewnianego "cybucha" - guampy - wsypuje się
grubo siekane suszone liście i łodyżki Mate. (W tej postaci
wygląda ona nie jak porządna herbata, ale jak jakieś zakurzone
paprochy.)
Potem wkręca się w nie metalowa rurkę - o nazwie bombilla
- przez którą będziemy pić. Rurka ma na dolnym końcu sitko,
żeby zapobiec wciąganiu fusów do buzi. Najlepiej jeżeli
jest wykonana ze srebra, bo przecież będziemy jej dotykać
ustami.
Do tak nabitego "cybucha" z wkręconą rurka wlewamy
odrobinę gorącej wody - w tym celu wszyscy dorośli obywatele
Paragwaju, o każdej porze dnia noszą pod pachami termosy.
No więc wlewamy wodę i czekamy.
Czekamy.
Jeszcze trochę...
Cierpliwie.
Nie ma się do czego spieszyć, bo i tak pierwsze zalanie
wypija w całości Santo Tomas - święty Tomasz.
(Prawda jest taka, że całą wodę wciągają te suche paprochy
i każdy o tym wie, ale tradycja każe pić mate w grupie -
a nie samemu - więc jeżeli ktoś akurat nie ma kompanii,
to pod ręką jest zawsze św. Tomasz. Wprawdzie niewidoczny,
ale przecież obecny, bo ktoś tę pierwszą porcję wypił, no
nie?
Woda, którą zalewamy fusy powinna być "biała"
- taka, która szumi na ogniu, ale jeszcze się nie zagotowała
- nigdy wrząca! Zalanie mate wrzątkiem powoduje, że się
święte ziele poparzy, obrazi i w jednej chwili straci cały
smak. I Moc.
Nie jest to żaden indiański zabobon. Kilkakrotnie sprawdzałem
- choć
przyznaję, że żaden z tych eksperymentów nie był efektem
działalności planowej, tylko mojego gapiostwa - i za każdym
razem musiałem potem wylać zawartość świeżo nabitej guampy
na kompost.
|
 |
|
Indiański rytuał
Siedzieliśmy w kilkanaście osób skupieni przy ognisku.
Dookoła Indianie Ache, a pośród nich padre Adan. Osmalony
czajnik z pięknie wygiętą szyjką i dzióbkiem stał przysunięty
bokiem do ognia. Szumiał lekko.
Stara,
bardzo stara Indianka, pomarszczona tak, że przy każdym
jej ruchu miało się wrażenie, że skóra szeleści, ściskała
między kolanami drewniany moździerz i ucierała w nim jakieś
zioła.
- To yuyo - wyjaśnił padre.
- ???? - zapytałem brwiami.
- Świeże zioła, które uciera się albo tłucze na miazgę i
dodaje do mate.
- A po co?
- Oni zawsze mówią, że to remedio na jakąś chorobę, ale
najczęściej chodzi o rodzaj przyprawy.
- Przyprawa do herbaty?
- Coś w tym guście. Yuyo, czyli po naszemu "chwasty"
urozmaicają smak.
- Dlaczego chwasty?
- Bo zioło, czyli yerba, jest tylko jedno: Mate. Cała reszta
to zaledwie chwasty.
Stara Indianka wcisnęła yuyo na wierzch nabitej guampy
i sięgnęła po czajnik. Ruszała się wolno, ale nad wyraz
precyzyjnie. Mimo, że była kompletnie ślepa.
Teraz zalała. Lejąc z wysoka, żeby strużka wody schłodziła
się jeszcze w drodze przez powietrze - na wszelki wypadek,
choć przecież w czajniku cały czas tylko szumiało, a nie
bulgotało. Za żadne skarby nie chciała poparzyć mate - to
zły omen, a poza tym zły smak.
Podziwiałem jej kunszt. Musiała to robić całe życie i latami
ćwiczyć każdy ruch, bo nie uroniła ani kropli.
Odczekaliśmy kilka minut.
.
.
Jeszcze kilka...
.
.
Cierpliwie.
Kiedy święty Tomasz nasycił usta, Indianka nalała najpierw
sobie - bo to ona była gospodarzem ceremonii. (Poza tym
niektórzy uważają, że pierwszy napar jest niesmaczny, więc
nie wypada go podawać innym. Argentyńczycy ściągają go do
buzi, a następnie wypluwają na ziemię. Łykają dopiero drugi,
a nawet trzeci. Tutaj, w Paragwaju, nikt nie robił takich
rzeczy.)
Staruszka piła wolno, uważając, żeby gorąca metalowa rurka
nie poparzyła jej ust. Kiedy skończyła, nalała ponownie
odrobinę wody, na te same fusy, i podała siedzącemu po swojej
prawej stronie. Tak rozpoczął się rytuał picia.

Guampa krąży z rąk do rąk, ale nie po kole - tak jak w
przypadku fajki pokoju - lecz po gwieździe. Za każdym razem
musi przecież wrócić do gospodarza z czajnikiem (lub termosem)
w celu ponownego napełnienia.
Fusów jest taka ilość i mają w sobie tyle mocy, przepraszam,
Mocy, by zanim stracą smak, można było przez nie przelać
ze dwa litry wody.

- No i jak? - zapytał padre, kiedy opróżniłem guampę i oddałem
Indiance.
- Smakuje jak napar z petów.
- A piłeś kiedy napar z petów, że tak gadasz?
- Zobaczysz - dodał po chwili - za miesiąc rzucisz kawę,
rzucisz herbatę i przejdziesz na mate. Na razie i tak nie
masz wyjścia, bo tu nikt nic innego nie pije. Kiedy wyjeżdzasz?
- Za trzy miesiące...
- Uuu no to przepadłeś. Zapomnij o małych czarnych, ty już
jesteś mateista!
- A ona jakoś działa? Na ciało albo rozum?
- Lekko kręci.
- Uzależnia?
- Nie bardziej niż kawa. Skoro w USA sprzedają Mate w supermarketach,
to to na pewno nie jest narkotyk, ani żaden inny materiał
wyskokowy.
- To dlaczego nikt nie daje pić dzieciom?
- Tradycja. U nas też dzieciom nie daje się kawy. Dopiero
jak odpowiednio podrosną. Z mate tak samo.
Po chwili przyszła moja kolej. Ale stara Indianka ominęła
mnie i podała guampę następnemu.
- Nie zauważyła mnie? - Szepnąłem księdzu w ucho. - To znaczy,
chciałem powiedzieć...
- Zauważyła, zauważyła. Ona jest ślepa na oczy, ale widzi
więcej niż my wszyscy. Dzieciaki twierdzą, że przez trzy
ściany potrafi zobaczyć jak broją.
Chyba miał rację. W trakcie naszej rozmowy do kręgu dołączyło
kilka osób. Usiedli w różnych miejscach, a Indianka nie
zgubiła kolejności. To znaczy wszystkim, którzy byli tu
od początku podawała po pierwotnym kole (gwieździe), a dopiero
na końcu dodawała te kilka ostatnich osób, tak jak się dosiadły.
- Coś ty jej powiedział, kiedy oddawałeś guampę? - zapytał
padre.
- Normalnie: "dziękuję", a co niby miałem mówić?
- Nic. Właśnie o to chodzi, że NIC. Kiedy mówisz "dziękuję"
to znaczy, że już się napiłeś i więcej nie chcesz. Wtedy
wypadasz z kolejki. Siedzisz z nami, ale gumpa cię omija.
Dziękuję mówi się dopiero na samym końcu, a nie w trakcie
rytuału.
Tego dnia po południu piliśmy jeszcze coś: Terere czyli
Yerba Mate na zimno.
To specjalność paragwajska, nie znana nigdzie indziej na
świecie. Wszystko poza wodą pozostaje bez zmian. A woda
musi być tym razem lodowata!
Mate naciąga jednakowo mocno bez względu na to czy ja polewać
wodą gorącą czy zimną. Reaguje trochę tak jak ludzka skóra
- można się przecież "poparzyć" od bardzo zimnego
i objawy będą identyczne, jak przy poparzeniach wrzątkiem.
Dobre porównanie, bo tak dla mate jak i dla ludzkiej skóry
woda letnia jest obojętna. Od letniej nie naciąga - Moc
śpi.
Terere pija się w tych porach dnia, kiedy jest gorąco.
I, rzecz ciekawa, tam gdzie się je pija nigdy nie występuje
plaga cholery, a cholera to przecież choroba brudnej wody.
Nieprzegotowanej. Dokładnie takiej, jaka w większości przypadków
zalewane jest Terere.
Oczywiście odporność Paragwajczyków na cholerę może się
brać także z właściwości leczniczych Palo Santo - tylko
w Paragwaju robi się guampy z tego drewna. W Brazylii, Argentynie
i Urugwaju z tykwy lub metalu.
|
 |
 |
Na koniec, kiedy przelało się już tyle wody,
że Mate straciła smak, trzeba opróżnić guampę.
Robi się to zawsze na ziemię! Nigdy do śmietnika,
zlewu, ubikacji itp. Nigdy!
Tak jak pierwsze zalanie było dla św. Tomasza,
tak ostatnie musi być para Pachamama - dla Matki
Ziemi. To ona rodzi i daje ludziom w darze święte
ziele - Yerba Mate.
Indianie zawsze pamiętają o Bogu. We wszystkich
najbardziej zwykłych czynnościach dnia powszedniego.
Znali Boga na długo przed przybyciem Łowców
Chrztów. I szanują go bardziej, niż mieszkańcy
krajów, z których Łowcy Chrztów pochodzą.
|
|
 |
|
|
|