Strona główna
Moje zapiski bieżące oraz Wasze odpiski i reakcje
Książki moje i nie tylkoROZWIŃ / ZWIŃ
"Rio Anaconda"
"Gringo wśród dzikich..."
"Gringo ..." (zapachowa)
"Podróżnik WC"
"WC na końcu Orinoko"
"Sól do oka"
"Młot na lewicę"
"Kołtun się jeży"
Biblioteka "Poznaj Świat"
Audycje radioweROZWIŃ / ZWIŃ
Pocztówka dźwiękowa
Audycja podzwrotnikowa
Trójka Przekracza Granice
Na drugim końcu globusa
Lista Przebojów Country
Stajnia WC
WC w telewizjiROZWIŃ / ZWIŃ
Boso przez świat
Podróże z żartem
Z kamerą wśród ludzi
WC Kwadrans
Zdjęcia mojego autorstwa, głównie z wyprawa w tropiki...
Opowieści, mapy, itp.ROZWIŃ / ZWIŃ
Sterta wywiadów
Sterta wycinków
Opowieści
Mapy
Country
Yerba Mate
Życiorys WC
Zdjęcia, okładki, informacje prasowe
Jestem do wynajęcia - może któraś z moich ofert się nada
Sklep kolonialny
Telepapuga
Tu można kupić bilety na WC SHOW i inne imprezy
Wyprawy dla Was
Gdyby ktoś chciał do mnie napisać, to proszę
Tu się możecie zarejestrować, zalogować i wylogować

in English
Israelitas


Nad bocznym dopływem Amazonki spotkałem bardzo egzotyczne plemię. Jego członkowie to, nawróceni na Starą Wiarę, Indianie z peruwiańskich Andów. Pewnego dnia opuścili współczesną cywilizację i w odległej dżungli założyli swoje odcięte od świata osady.

Żyją zgodnie z zasadami Starego Testamentu. Identycznie jak w czasach Mojżesza składają Bogu ofiary całopalne.

Nie ma u nich ani jednego Żyda, jednak mówią o sobie: Naród Wybrany.

Spędziłem z nimi Święto Paschy. To najpiękniejsza Wielkanoc w moim życiu: z mięsem baranka, przaśnym chlebem i gorzkimi ziołami - jak Bóg przykazał.

PS.
Jest także tekst "ISRAELITAS" w dziale ROZMAITOŚCI/OPOWIEŚCI

ŚWIĘTO PASCHY W DŻUNGLI

Wracaliśmy wtedy z wyprawy do plemienia Marubo. Kierowaliśmy nasze czółno w stronę miasteczka Leticia nad Amazonką. Zostało nam jeszcze może pięć dni drogi. Monotonnej drogi - po prostu: byle szybciej z powrotem do cywilizacji. Po kilku tygodniach siedzenia w dżungli mieliśmy dość. A w dodatku nie spodziewaliśmy się napotkać już żadnych rewelacji - rewelacje zostały za plecami i w naszych aparatach fotograficznych.

Nagle, na lewym brzegu rzeki widzę dym.

- Jakaś osada? Ktoś tu mieszka? - pytam naszego przewodnika.

- Nieee. To tylko Barbudos - Brodacze. Powiedział to słowo z lekką pogardą i z wyraźną niechęcią.

- Podpływaj! - mówię mu. - Wymienię trochę mięsa na owoce.

- Odgonią nas. To zamknięta wioska. Barbudos nigdy nie wpuszczają obcych.

Tym razem jednak wpuścili. A w dodatku przyjęli w otwartymi ramionami. Mieliśmy wyjątkowe szczęście - był akurat tej jeden jedyny dzień w roku, kiedy przybysza traktuje się jakby go przysłał sam Bóg.

UWAGA - drastyczne sceny!

Zdjęcia są ułożone chronologicznie - stanowią opowieść.


 
Copyright © Wojciech Cejrowski 2005 - 2017
Projekt i wykonanie Agnieszka Rajczak, kodowanie Marek Łaptaszyński. Wszystko pod czujnym nadzorem WC...